Franciszek Smuda był piłkarzem występującym głównie na pozycji stopera. Grał w Polsce, USA i Niemczech.
Piłkarską reprezentację Polski prowadził od 2009 do 2012 roku. Najważniejszym momentem jego pracy z kadrą były mistrzostwa Europy Euro 2012, organizowane wspólnie przez Polskę i Ukrainę. Biało-Czerwoni nie awansowali wtedy z grupy, remisując z Grecją i Rosją oraz przegrywając decydujące spotkanie z Czechami.
W sumie Smuda poprowadził reprezentację w 37 meczach. Jego kadencja przypadła na czas wielkich oczekiwań związanych z turniejem rozgrywanym w Polsce oraz budową nowoczesnych stadionów.
Sukcesy odnosił przede wszystkim w piłce klubowej. Z Widzewem Łódź zdobył dwa tytuły mistrza Polski – w 1996 i 1997 roku – a także awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Mistrzostwo kraju wywalczył również z Wisłą Kraków w 1999 roku. Z Lechem Poznań zdobył Puchar Polski w 2009 r.
W trakcie wieloletniej kariery trenerskiej pracował też m.in. w Legii Warszawa, Stali Mielec, Zagłębiu Lubin, Piotrcovii Piotrków Trybunalski i Górniku Łęczna. Ostatnim klubem prowadzonym przez niego była Wieczysta Kraków, z którą awansował do 3. ligi.
Smuda był znany z bezpośredniości, charakterystycznego sposobu mówienia i dużych emocji towarzyszących jego pracy. Dla wielu kibiców pozostaje symbolem trenerskiego pokolenia, które zdobywało sukcesy w polskiej lidze jeszcze przed erą zagranicznych szkoleniowców. Jego imieniem nazwano ulicę przy stadionie Widzewa Łódź.
"Ważny jest człowiek na boisku”
Miałem możliwość pracy z bardzo dobrymi trenerami jako asystent (...) każdy miał swój styl. Franek miał swój styl (...) przeniósł troszeczkę wzorów z niemieckiej Bundesligi (...) zawsze preferował styl doskoku do zawodników, blisko. Na pewno był to trener „top” - mówił RMF FM tuż po śmierci Smudy Jerzy Kowalik, który współpracował z nim w Wiśle Kraków.
Zawsze mówił, że nie laptopy, jakieś urządzenia, ale ważny jest człowiek na boisku - wspominał Kowalik, odnosząc się do historii o tym, że trener Smuda z dystansem traktował nowinki technologiczne w procesie szkolenia piłkarzy. Zarażał optymizmem - stwierdził rozmówca RMF FM, zaznaczając, że trener umiał dogadywać się i ze słabszymi zawodnikami, i z gwiazdami.
Przez lata mówiono o Smudzie, że ma wyjątkową umiejętność mobilizowania zawodników, wyzwalania w nich dodatkowej motywacji. „Trener musi mieć serce na dłoni, ale bat w ręku” - tak sam przedstawiał filozofię swojej pracy.
Od piłkarzy na boisku dużo wymagał. Miał być pressing, miała być ciągła praca. Nie tolerował lenistwa. Piłkarzom pozwalał na przykład na wspólne wyjścia - choćby do restauracji. Ale warunek był jeden - musiał o tym wiedzieć i musiał dać zgodę. Otwarty człowiek. Z większością z nas żył bardzo dobrze - wspominał z kolei Radosław Michalski, który w latach 90. grał w Widzewie prowadzonym przez trenera Smudę.
Franciszek Smuda chorował na nowotwór krwi. Zmarł w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.