Przeniesienie sprawy do innego sądu przyjmę z satysfakcją; dzięki temu nie będzie pretekstu do kłamstwa, jakim jest wiązanie toczącego się procesu ze zmianami personalnymi w krakowskim sądzie - powiedziała PAP Krystyna Kornicka-Ziobro, odnosząc się do decyzji krakowskiego Sądu Okręgowego. Sąd ten postanowił w czwartek, że wystąpi do SN z wnioskiem o przeniesienie rozpatrzenia apelacji ws. lekarzy, którzy leczyli Jerzego Ziobrę, ojca ministra sprawiedliwości, do innego równorzędnego sądu.

Zwrot w sprawie dot. śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Sąd podjął decyzję /Marek Wiosło /RMF24

Tę decyzję skomentowała dla PAP Krystyna Kornicka-Ziobro. Dzisiejszy wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie potwierdza to, o co upominałam się od lat. Żeby dla zachowania pełnego obiektywizmu, przenieść sprawę z Krakowa. Żeby nie było nawet najmniejszych podejrzeń, że jakieś środowiskowe czy towarzyskie powiązania mogą mieć wpływ na to, co się dzieje na sali rozpraw - powiedziała.

Poświęciłam 11 lat o walce o to, by niezawisły sąd potwierdził te fakty prawomocnym wyrokiem. Chcę, żeby to był wyrok sprawiedliwy i nie budzący wątpliwości co do jego obiektywizmu. Żeby nikt nie mógł zarzucić sądowi, że uległ jakiejkolwiek presji. Dlatego przeniesienie sprawy do innego sądu przyjmę z satysfakcją. Dzięki temu nie będzie także pretekstu do kłamstwa, jakim jest wiązanie toczącego się procesu ze zmianami personalnymi w krakowskim sądzie - dodała. 

Mój mąż zapłacił życiem za to, że trafił w ręce początkującego internisty, jakim był wówczas Dariusz D., a nie w ręce profesjonalnego kardiologa. Cierpiał, ponieważ doktor D. wybrał błędną metodę leczenia i dokonywał medycznych eksperymentów na mężu. Wszczepił mu stenty, które były dopiero testowane. A kiedy mąż umierał, zamiast go ratować, starał się ukryć własne błędy - podkreśliła Kornicka-Ziobro. 

Oczekuję wyłącznie uczciwego i sprawiedliwego wyroku. Życia męża nikt mi już nie zwróci. Ale wierzę, że napiętnowanie przez sąd rażących lekarskich błędów może jeszcze uratować innych pacjentów. Będzie sygnałem dla wszystkich lekarzy, by traktowali swoich pacjentów z jak największą troską i starannością - powiedziała Kornicka-Ziobro. 

Krakowski sąd wystąpi do SN z wnioskiem o przeniesienie rozpatrzenia apelacji

Krakowski Sąd Okręgowy w wydziale odwoławczym zdecydował dziś, że wystąpi do SN z wnioskiem o przeniesienie rozpatrzenia apelacji ws. lekarzy, którzy leczyli Jerzego Ziobrę, ojca ministra sprawiedliwości, do innego równorzędnego sądu. Jak uzasadniono, "decyzję podjęto dla dobra wymiaru sprawiedliwości". 

Na początku rozprawy sąd poinformował o "rozważaniu inicjatywy w kwestii wystąpienia do Sądu Najwyższego z wnioskiem o przekazanie sprawy innemu sądowi równorzędnemu w związku z wydarzeniami ostatnich czterech dni". Tłumacząc inicjatywę dotyczącą tego, by nie rozpatrywać apelacji od wyroku uniewinniającego lekarzy, zwrócił uwagę na wydarzenia z ostatnich dni. Przypomnijmy, że w poniedziałek Ministerstwo Sprawiedliwości odwołało ze stanowiska prezesa i dwie wiceprezes sądu. 

Z uwagi na konieczność zajęcia stanowiska w tej kwestii przez strony sąd zarządził przerwę. Po zapoznaniu się ze stanowiskami stron sąd ogłosił postanowienie o wystąpieniu do SN.

Pełnomocnicy rodziny Ziobrów nie rozumieją inicjatywy, ale nie będą się jej sprzeciwiać. Pełnomocnik rodziny Ziobrów Adam Gomoła uważa, że dla dobra wymiaru sprawiedliwości taki "wniosek powinien być zrealizowany".

Pełnomocnik Piotr Sak zauważył, że jakkolwiek nie są znane szczegółowe powody, dla których sąd rozważa tę kwestie z urzędu, to jednak z uwagi na okoliczności niniejszej sprawy "wniosek jest zasadny" - tym bardziej, że wniosek składany był na etapie postępowania pierwszej instancji. Wówczas jednak nie został uwzględniony.

Z powodu wpływowego środowiska medycznego, które istnieje w Krakowie zasadnym byłoby przeniesienie sprawy do innego sądu, poza okręg krakowski - podkreślił Sak. 

Obrońcy lekarzy zdecydowanie sprzeciwiali się przeniesieniu sprawy do innego sądu. Uważają, że krakowski sąd powinien być obiektywny i wierzą w jego niezawisłość. 

Mecenas Jan Widacki twierdził, że dobro wymiaru sprawiedliwości wymaga, by sprawa została w Krakowie. 

Każdy sąd w Polsce będzie w sytuacji niewygodnej, bo stroną w procesie jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Uważam, że sąd w Krakwie rozważy tę sprawę w sposób niezawisły. Przeniesienie sprawy może sprawiać wrażenie, iż sąd krakowski boi się orzekać w tej sprawie. Wnoszę, by sąd zaniechał wysyłania wniosku do Sądu Najwyższego o przeniesienie sprawy - podkreślił Widacki w rozmowie z reporterem RMF FM. 

Obrońca Piotr Kardas twierdził zaś:Trzeba zadać sobie pytanie, czy przeniesienie sprawy do innego sądu spowoduje, czy rozstrzygnięcie także spowoduje, iż ich rozstrzygnięcie będzie odebrane jako niezawisłe. Nie zmienia mojego stanowiska fakt, że media połączyły dzisiejszą rozprawę z odwołaniem prezes sądu okręgowego. Nie są to przesłanki, te które były eksponowany w mediach, stanowią one zagwozdkę, nad którymi się zastanawiamy, mogą tworzyć klimat, któremu trudno podołać. Mogą sprawiać, że będziemy się zastanawiać, czy orzekający sami są w stanie obiektywnie ocenić sprawę. Nie widzę podstaw do przedstawienia wniosku o przeniesienie sprawy - dodał Kardas.

Ojciec Ziobry zmarł w 2006 r. w Szpitalu Uniwersyteckim UJ w Krakowie

Ojciec Zbigniewa Ziobry był leczony od 22 czerwca 2006 r. w Szpitalu Uniwersyteckim UJ w Krakowie. Zmarł 2 lipca.

Prokuratura dwukrotnie umarzała śledztwo w tej sprawie, co otworzyło rodzinie Ziobrów drogę do złożenia w sądzie w 2011 roku subsydiarnego aktu oskarżenia.

W procesie oskarżonymi byli: ówczesny kierownik II oddziału Kliniki Kardiologii i oddziału klinicznego szpitala prof. Jacek D., ówczesny lekarz tego oddziału i wiceszef pracowni hemodynamiki, a obecnie szef II oddziału Klinicznego Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych prof. UJ Dariusz D., lekarka dyżurna Katarzyna S. i ordynator sali monitorowanej Andrzej K.

Czego dotyczyły zarzuty?


Lekarzy oskarżono, że "pomimo ciążącego na nich szczególnego obowiązku opieki nad pacjentem (...) narażony on został na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, skutkiem czego pacjent 2 lipca 2006 roku zmarł".

Zarzuty dotyczyły nieprawidłowej diagnozy i wyboru nieprawidłowego leczenia - m.in. przeprowadzenia zabiegu angioplastyki wieńcowej (założenie stentów, w dodatku nieprawidłowych) zamiast operacji kardiochirurgicznej (wszczepienia by-passów), braku konsultacji kardiochirurgicznej, nieprawidłowości w leczeniu farmakologicznym. Oskarżeni nie przyznali się do winy i w czasie procesu odmówili odpowiedzi na pytania oskarżycieli oraz ich pełnomocnika.

W 2012 roku sąd odwoławczy prawomocnie uniewinnił trójkę lekarzy oskarżonych o narażenie pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia przez postawienie błędnej diagnozy i wybór nieprawidłowego leczenia; sprawę czwartego skierował ponownie do sądu rejonowego. Wyrok ten zaskarżył do Sądu Najwyższego ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet. SN podzielił jego zarzut o rażącej obrazie przepisów prawa i uchylił wyrok uniewinniający, a sprawa wróciła do ponownego rozpoznania.

W wyniku przystąpienia do sprawy w 2016 roku prokuratury z zamiejscowego wydziału Prokuratury Krajowej w Krakowie proces toczył się w trybie z oskarżenia publicznego, a oskarżyciele subsydiarni stali się oskarżycielami posiłkowymi.

10 lutego krakowski sąd rejonowy po ponownym procesie w tej sprawie uznał, że nie było związku między działaniami lekarzy a śmiercią pacjenta i uniewinnił wszystkich lekarzy. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że zebrany materiał dowodowy - wiarygodny i miarodajny - nie daje podstaw do przyjęcia, że postępowanie oskarżonych nosiło cechy błędu medycznego, skutkującego narażeniem pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Natomiast zaistniałe w przebiegu leczenia komplikacje i powikłania zdrowotne należy uznać za niepowodzenie lecznicze, mieszczące się w granicach przyjętego ryzyka.

Matka Ziobry skierowała skargę do trybunału w Strasburgu

Przypomnijmy, że w październiku pojawiła się informacja, że Krystyna Kornicka-Ziobro złożyła w ETPC w Strasburgu skargę "na zaniedbania lekarzy zajmujących się jej mężem i na nierzetelne prowadzenie postępowania karnego w tej sprawie".

Jak argumentuje Kornicka-Ziobro, stanowi to "naruszenie Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolnościach".

Nie zostawię tej sprawy, będę dalej walczyć o sprawiedliwość, tak jak to od lat robię przed sądami. To powinność wobec mojego męża - mówiła wówczas Kornicka-Ziobro.

(m)