Trwa akcja ratownicza w kopalni "Krupiński" w Suszcu niedaleko Pszczyny. Przedwczoraj zapalił się tam metan. Poparzonych zostało 12 mężczyzn. Jeden górnik i jeden ratownik zginęli. Wciąż trwa poszukiwanie drugiego ratownika. Zaginął podczas akcji w zadymionym chodniku. Przyczyny i okoliczności wypadku wyjaśni specjalna komisja.

Chodnik przeszukało 200 ratowników - relacja Macieja Pałahickiego

Zaginiony ratownik ma 34 lata, w kopalni "Krupiński" pracuje od czterech. Ma żonę i dwoje dzieci.

Nie wiadomo, gdzie dokładnie jest i czy żyje. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w czasie penetracji chodnika odczepił linę i odłączył się od nich, chcąc pomóc jednemu z poszkodowanych, który upadł. Potem stracono z nimi kontakt.

Wyrobisko, gdzie powinien się znajdować jest penetrowane krok po kroku. Od początku było to bardzo trudne ze względu na panujące warunki - silne zadymienie oraz wysoką temperaturę.

Jak informuje nasz dziennikarz Maciej Pałahicki, przed 9 do akcji włączyło się dziewięć pięcioosobowych zastępów ratowników. Chodnik będą przeszukiwać do skutku - zapewnia rzeczniczka JSW, Katarzyna Jabłońska-Bajer. Dopiero wtedy będą usiłowali ugasić pożar, który wybuchł na dole.

Ratownicy przeszukali już pochylnię, czyli korytarz łączący chodniki na dwóch poziomach kopalni, ostatnio wrócili do przeszukiwania chodnika nadścianowego. Wchodzą w niego coraz dalej, oczywiście po uprzednim obniżeniu temperatury, po dołożeniu kolejnych metrów lutniociągu (przewodu, którym płynie powietrze- przyp. red) - tłumaczyła rzeczniczka.

Według jej informacji, ratownicy przeszukali dotychczas 170 m chodnika nadścianowego, który ma około kilometra. Innych poszkodowanych znaleziono w tym samym wyrobisku, ale ponad 100 m wcześniej.

Na czas akcji poszukiwawczej kopalnia wstrzymała wydobycie węgla. Zostanie ono wznowione, gdy będzie to bezpieczne - w innych rejonach kopalni niż ten objęty pożarem.

Na razie nie wiadomo, kiedy warunki pozwolą na to, żeby do wyrobiska, gdzie doszło do wypadku, zjechali eksperci wyjaśniający okoliczności zdarzenia. Będzie to możliwe dopiero, gdy będzie tam bezpiecznie - atmosfera będzie nadawać się do oddychania, a stężenia gazów (w tym metanu i tlenku węgla) będą w normie.

Do wypadku w kopalni w Suszcu doszło w czwartek wieczorem. W pobliżu miejsca zapalenia się metanu były 32 osoby. Jednego górnika nie udało się uratować. W wypadku poparzonych zostało 12 mężczyzn. Większość została przetransportowana na powierzchnię krótko po wypadku.

Obecnie dziewięciu górników znajduje się w siemianowickiej oparzeniówce, dwaj lżej ranni w szpitalu w Jastrzębiu Zdroju. Mają poparzone od 10 do 50 proc. powierzchni ciała.