Premier Donald Tusk odniósł się do rosnących cen paliw na stacjach benzynowych, zapewniając, że rząd podejmie działania, by ograniczyć ewentualne nadmierne zyski firm paliwowych. Szef rządu podkreślił, że obecnie nie ma zagrożenia braku ropy, ale sytuacja na rynku pozostaje niepewna.
- Premier Donald Tusk zapowiedział, że rząd nie dopuści do nadmiernych zysków firm paliwowych w związku z obecną sytuacją na rynku ropy.
- Rząd rozważa ostrożne narzędzia, które mogłyby ograniczyć wzrost cen paliw na stacjach.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Tusk podczas poniedziałkowej konferencji prasowej z premierem Holandii Robem Jettenem, był pytany jakie działania zamierza podjąć polski rząd w związku z dynamicznie wzrastającymi cenami ropy naftowej. Premier zapewnił, że rząd nie pozwoli, by firmy paliwowe, w tym Orlen, czerpały nadmierne korzyści z obecnej sytuacji.
Szef rządu podkreślił, że poszukiwane są narzędzia, które pozwolą ograniczyć wzrost cen na stacjach benzynowych, jednak działania te mają być ostrożne i wyważone.
W odpowiedzi na pytania dotyczące możliwego obniżenia marż przez Orlen, premier nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Nie wykluczył jednak, że rząd podejmie działania, które wpłyną na politykę cenową największego polskiego koncernu paliwowego. Celem jest ochrona konsumentów przed nadmiernymi kosztami tankowania.
Ani Orlen ani nikt inny nie ma prawa zarobić na tej sytuacji- powiedział Tusk.
Premier Tusk uspokoił, że obecnie nie ma ryzyka braku ropy na polskim rynku. Zarówno zapasy, jak i dostawy surowca są zabezpieczone na najbliższe tygodnie. Jednak szef rządu zaznaczył, że sytuacja na światowym rynku ropy może się zmienić, zwłaszcza jeśli konflikt zbrojny potrwa dłużej, niż przewidują obecne prognozy.
Jeśli chodzi o dostawy, magazyny, nie ma w tej chwili powodu do niepokoju - paliwa nie powinno w Polsce zabraknąć. Oczywiście mówimy o perspektywie tygodni. Gdyby wojna, wbrew temu, co zapowiedział prezydent Trump, miała się przedłużyć na długie miesiące. Nikt w tej chwili nie wie, co się będzie działo na rynku ropy i benzyny na świecie - podkreślił premier.
Zastrzegł, że Polska nie ma wpływu na ceny paliw na świecie. Z całą pewnością inny Donald ma realny wpływ na to, co się dzieje z paliwami na świecie, także tam proszę kierować pytania, a nie do skromnego polskiego Donalda - stwierdził Tusk nawiązując do amerykańskiego przywódcy.
Rząd monitoruje rozwój wydarzeń na światowych rynkach paliw i jest gotowy reagować na ewentualne zagrożenia.
Od rozpoczęcia ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran cena ropy na świecie stale rośnie. O ile przed atakami za baryłkę ropy Brent płacono poniżej 70 dolarów to w poniedziałek około godziny 13 kosztowała ona prawie 104 dolary, podczas gdy w poniedziałek nad ranem cena ta dochodziła do 117 dolarów.
Być może to kwestia kilku, kilkunastu dni, że wszystkie kraje Zatoki Perskiej będą musiały ograniczać produkcję ropy naftowej i paliw - powiedział Rafał Zywert, analityk rynku paliw, dyrektor Działu Prognoz i Analiz biura Reflex, który był gościem Tomasza Terlikowskiego w Radiu RMF24. Dzisiaj po otwarciu handlu globalna cena referencyjna ropy chwilowo wzrosła do poziomu 120 dolarów za baryłkę. To najwyższy poziom od połowy 2022 roku, czyli od czasu wybuchu wojny w Ukrainie - informował analityk rynku paliw.
Główną przyczyną tak dużego skoku cen jest, poza oczywiście blokadą Cieśniny Ormuz, nasilanie ataków na infrastrukturę naftową kluczowych producentów w regionie Bliskiego Wschodu. Powoduje to ograniczenia w produkcji i przerobie ropy naftowej - wyjaśnił Zywert. To kwestia kilku lub kilkunastu dni, kiedy wszystkie kraje Zatoki Perskiej będą musiały ograniczać produkcję ropy naftowej i paliw - ostrzegł analityk.
Analityk zwrócił uwagę, że ceny ropy mogą nadal rosnąć. Wszystko zależy przede wszystkim od tego, czy uda się przywrócić tranzyt przez Cieśninę Ormuz. Oczywiście wszystko może się zdarzyć i ceny mogą być jeszcze wyższe. Rynek czeka na kolejne dni. Kluczowym sygnałem będzie informacja, czy w jakikolwiek sposób uda się choć częściowo wznowić tranzyt ropy - stwierdził Zywert.
Dodał również, że bez przywrócenia transportu surowca z Bliskiego Wschodu sytuacja nie ulegnie uspokojeniu.
Wzrost cen ropy na światowych rynkach oznacza większe zyski dla Rosji, która również eksportuje ropę. Rosja już zyskuje, ponieważ rosną ceny ropy naftowej. To naturalne. Jeżeli nastąpiłoby poluzowanie kolejnych sankcji, to głównymi odbiorcami rosyjskiej ropy nadal pozostaną Indie i Chiny. Te dwa kraje odpowiadają za ponad 80 procent jej eksportu, a po dodaniu Turcji - za około 90 proc. - powiedział Zywert.
Analityk ocenia, że uwolnienie strategicznych rezerw ropy przez państwa G7 może jedynie chwilowo uspokoić nastroje na rynku. Może to częściowo złagodzić sytuację i spowodować krótkoterminową korektę cen. Musimy jednak pamiętać, że duża część światowych mocy rafineryjnych znajduje się w regionie Bliskiego Wschodu. Dlatego na dłuższą metę trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie globalnej gospodarki bez dostaw ropy z tego regionu - stwierdził Zywert.
Niestety czeka nas kolejny tydzień podwyżek cen. Najbardziej odczują je kierowcy tankujący olej napędowy. W tej chwili kwestia kilku dni dzieli nas od momentu, w którym ceny diesla przekroczą poziom 8 zł za litr - powiedział.
Prowadzący rozmowę przywołał pomysł Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera po ewentualnej wygranej w wyborach parlamentarnych, dotyczący obniżenia VAT-u i akcyzy na paliwo oraz zapytał, czy takie rozwiązanie mogłoby pomóc opanować wzrost cen.
To realny pomysł. Rząd ma możliwość obniżenia akcyzy o 29 groszy na litrze netto oraz obniżenia podatku VAT z 23 do 8 procent. Wprowadzenie tych dwóch mechanizmów mogłoby obniżyć ceny diesla o około złotówkę na litrze brutto - ocenił Zywert.
Tomasz Terlikowski zapytał również, czy Polska ma wystarczające zapasy paliwa, aby uniknąć sytuacji podobnej do tej z początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, kiedy wzmożona panika kierowców była przyczyną przejściowego braku paliwa na niektórych stacjach. Zapasy paliwa mamy. Wysokie ceny są częściowo efektem mechanizmu rynkowego, który ma zapewnić dostępność surowca. Gdyby ceny były sztucznie zaniżone, mogłoby dojść do niedoborów paliwa. Z jednej strony jest to zła wiadomość, bo płacimy więcej, ale z drugiej - dobra, bo paliwa nie zabraknie - odpowiedział analityk.


