Przejazd przez skrzyżowanie przy trzech zmianach świateł graniczy z cudem. A żeby w ogóle dojechać, czy raczej "doturlać" się do skrzyżowania, trzeba odstać w ogonku minimum 20 minut. Są też kierowcy, którzy mają bardziej ekstremalne doświadczenia. Jest fatalnie - mówi reporterce RMF FM Agnieszce Wyderce jeden z kierowców, który właśnie stoi w gigantycznym korku. Godzina, półtorej, a może nawet dwie trzeba stać w korku.
Inny kierowca oblicza: Minimum 20 minut, zależy, jak się trafi i o której godzinie jeszcze. Kolejny radzi: Tylko obwodami. Widzi pani, krążę na około, tu nie wjeżdżam. Tragedia. Traci się czas, pieniądze. Nie było nigdy tak źle w Łodzi. Obwodnicami jeżdżę, nie wjeżdżam w Rzgowską.
Zadziwiające jest to, że na newralgicznych skrzyżowaniach, jak tu, gdzie łączy się Rzgowska z Pabianicką, w godzinach szczytu nie ma nawet jednego policjanta, który pokierowałby ruchem ręcznie. Standardowo ustawione światła kompletnie się teraz nie sprawdzają-zamiast rozładowywać ruch, hamują go.