Trudno takie dostosowane do pojedynczej sytuacji zmiany uznać za normalne. Należy jednak pamiętać, że wszystko to dzieje się w polskim Sejmie. Według sekretarza klubu PiS, nienormalny był już skład komisji przed jej poszerzeniem. Partie opozycyjne miały tam w stosunku do nas nadreprezentację. Nie stanowiło to problemu, dopóki nie było kwestii kontrowersyjnych. Kiedy się takowe pojawiły, podjęliśmy działania, które tą normalność przywróciły - wyjaśnia.
Kontrowersyjna ordynacja sprawiła więc, że „normalnością” stała się komisja licząca ponad 60 osób. Gdy owe kontrowersje się skończyły, zmieniła się też norma. - Jeżeli komisja zostaje rozdęta do nadliczbowych rozmiarów – jak to miało miejsce w tym przypadku – to nie jest sytuacja normalna - mówił ten sam sekretarz PiS.
Teraz monstrualna komisja ma wrócić do „normalnego” stanu sprzed boju o ordynację – choć formalnie ponad 60 członków komisji też w granicach owej „normalności” się mieści.