Były już szef Komisji Nadzoru Finansowego pomimo odwołania od kilku godzin jest w siedzibie KNF i może mieć dostęp do wszystkich dokumentów. "To, jak działają służby, zakrawa na skandal" - mówią nam nieoficjalnie doświadczeni śledczy. Komentują w ten sposób opieszałość CBA i prokuratury w śledztwie w sprawie podejrzeń korupcyjnych wobec Marka Chrzanowskiego.

​Afera KNF: "To, jak działają służby, zakrawa na skandal" /Radek Pietruszka /PAP

We wtorek prokurator generalny Zbigniew Ziobro wydał polecenie wszczęcia śledztwa w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez szefa Komisji Nadzoru Finansowego.

Dziennikarz RMF FM rozmawiał z doświadczonymi prokuratorami w tej sprawie. Są zaskoczeni szybkością działania śledczych, a raczej jej brakiem, ponieważ wiadomo, że były już szef KNF jest w siedzibie Komisji Nadzoru Finansowego. A tam są też materiały, które tak naprawdę powinny być teraz w rękach prowadzących postępowanie. W KNF zapewniono nas jednak, że Marek Chrzanowski utracił dostęp do wewnętrznego systemu komputerowego oraz materiałów wrażliwych.

Były prokurator Janusz Kaczmarek jest zaskoczony opieszałością śledczych. Kolejność powinna być odwrotna. To nie szef KNF-u, którego tak de facto śledztwo dotyczy, powinien być w tym gabinecie pierwszy, tylko służby powinny zabezpieczyć ten gabinet, dokonać zatrzymania określonych dokumentów. Trzeba zakładać, że pewne rzeczy mogą zostać utracone - wyjaśnia Kaczmarek.

Śledztwo prowadzi wydział zamiejscowy prokuratury krajowej w Katowicach, a czynności mają wykonywać agenci CBA z delegatury w Warszawie.

Przeszukania w KNF mogą zacząć się jeszcze dzisiaj.

Afera KNF: Leszek Czarnecki oskarża Marka Chrzanowskiego

Wtorkowa "Gazeta Wyborcza" napisała, że według właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego, szef KNF Marek Chrzanowski w marcu 2018 roku miał zaoferować przychylność dla tego banku w zamian za około 40 mln zł. Czarnecki nagrał tę ofertę i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa KNF.

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego w oświadczeniu stwierdził, iż odczytuje opisane w artykule "Gazecie Wyborczej" działania Czarneckiego "jako próbę wywierania wpływu na Komisję Nadzoru Finansowego poprzez szantaż, o czym świadczy brak niezwłocznego powiadomienia prokuratury przez p. Czarneckiego w marcu br., do czego był zobowiązany w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Przewodniczącego KNF".

(ł)