W ramach projektu przeprowadzono pięć eksperymentów online z udziałem ponad 3200 mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Uczestnicy badania określali siłę swoich przekonań politycznych w odniesieniu do kontrowersyjnych tematów, takich jak aborcja, konflikt izraelsko-palestyński czy wybory prezydenckie w 2024 roku, w których rywalizowali Donald Trump i Kamala Harris.
W jednym z eksperymentów badani mieli ocenić umiarkowane propozycje polityczne, na przykład dopuszczające aborcję w pierwszym trymestrze ciąży. Zarówno zwolennicy całkowitego zakazu aborcji, jak i jej pełnej legalizacji, postrzegali takie stanowisko jako poparcie dla przeciwnej strony.
W innym doświadczeniu, przeprowadzonym tuż przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku, uczestnicy oceniali poglądy hipotetycznej osoby, która deklarowała równe poparcie dla Donalda Trumpa i Kamali Harris. Badani byli również pytani, czy wybór jednego z kandydatów ma dla nich wymiar moralny oraz czy czuliby się zagrożeni w przypadku zwycięstwa przedstawiciela przeciwnego obozu politycznego.
Wyniki badań wykazały, że osoby o umiarkowanych poglądach lub popierające kompromisowe rozwiązania były często postrzegane jako sympatyzujące z przeciwną stroną. Efekt ten był szczególnie silny wśród osób o skrajnych przekonaniach, które jednocześnie czuły się zagrożone przez oponentów i traktowały spór polityczny w kategoriach moralnych. Według dr Maimone, efekt „umiarkowanego jako obcego” wynika z przekonania, że centryści nie odcinają się wystarczająco wyraźnie od drugiej strony konfliktu.
Nasze badania sugerują, że polaryzacja może się sama napędzać, ponieważ nieufność rozprzestrzenia się nie tylko wobec radykałów z przeciwnego obozu, ale także wobec osób próbujących budować mosty ponad podziałami - podkreśla dr Maimone. Praca wskazuje na niebezpieczeństwo wynikające z takiego postrzegania umiarkowanych. Autorzy zauważają ryzyko, że osoby te - odrzucone przez oba obozy - mogą zostać zmuszone do opowiedzenia się po jednej ze stron, co jeszcze bardziej pogłębi społeczne podziały. W efekcie kompromis i dialog stają się coraz trudniejsze, a społeczeństwo dryfuje w kierunku skrajności.
Mimo niepokojących wniosków, autorzy badania dostrzegają także promyk nadziei. Zdaniem dr Maimone, ograniczenie moralizującego języka w debatach politycznych oraz rezygnacja z demonizowania przeciwników mogłyby sprawić, że współpraca polityczna stanie się bardziej akceptowalna społecznie. Z czasem mogłoby to stworzyć warunki do prawdziwego dialogu między partiami, w którym niuanse i kompromis byłyby cenione, a nie karane. Autorzy podkreślają, jak ważne jest pielęgnowanie kultury dialogu i wzajemnego szacunku w życiu publicznym. Pytanie, jak to robić, pozostaje jednak aktualne.