Krzysztof Krawczyk nie żyje. Stoczył zażartą walkę o życie. Ostatnie dwa tygodnie spędził w szpitalu. Przewalczył Covid. Wyszedł do domu. Przeżyli z małżonką miłe święta - relacjonował w rozmowie z RMF FM manager artysty Andrzej Kosmala. Nic nie zapowiadało nagłego pogorszenia. Dzisiaj o godz. 12 dostałem telefon z Łodzi, że Krzysztof traci przytomność i zabiera go karetka do szpitala - dodał. Manager Krawczyka przyznał, że artysta miał problemy z sercem i płucami.
Pracowałem z nim 47 lat. Możecie się państwo domyślać, jak płaczę - podkreślił w rozmowie z RMF FM Kosmala.
Krzysztof Krawczyk zadebiutował w 1963 r. w zespole Trubadurzy. Wtedy powstały utwory takie jak "Znamy się tylko z widzenia" czy "Przyjedź mamo na przysięgę". 10 lat później rozpoczął karierę solową.
W latach 70. Krawczyk wylansował m.in. przeboje "Jak minął dzień", "Parostatek" i "Pamiętam Ciebie z tamtych lat".
Na początku lat 80. Krawczyk wyjechał na pięć lat do Stanów Zjednoczonych, gdzie koncertował w klubach Chicago i Las Vegas. Po powrocie do kraju w 1988 r. miał poważny wypadek samochodowy, co zmusiło go do wycofania się na pewien czas z życia artystycznego. Na początku lat 90. wrócił na krótko do USA, by nagrać w Nashville płytę "Eastern Country Album". W połowie lat 90. wrócił na stałe do Polski.
W 2000 r. Krawczyk wystąpił przed papieżem na Placu Świętego Piotra. W tym samym roku spotkał się z urodzonym w Sarajewie kompozytorem Goranem Bregowiczem, z którym nagrał płytę "Daj mi drugie życie" (2001). W 2002 r. ukazał się album Krawczyka "Bo marzę i śnię", a w kolejnych latach - m.in. "To, co w życiu ważne" (2004), "Tacy samotni" (2006) i "Nigdy nie jest za późno" (2009).
Sześć lat temu Krzysztof Krawczyk wydał płytę z piosenkami Leonarda Cohena pod tytułem "Tańcz mnie po miłości kres". Trzy lata temu obchodził 55-lecie pracy artystycznej.
Dziennikarzom i fanom Krawczyk dał się zapamiętać jako osoba, która otwarcie mówi o sobie, w tym nawet o trudnych przeżyciach - problemach na emigracji, ciężkim wypadku i nawróceniu po latach niewiary w boga.
Kilka tygodni temu ogłoszono, że Krzysztof Krawczyk został laureatem Złotego Fryderyka 2021 za całokształt osiągnięć artystycznych w kategorii muzyki rozrywkowej. Jak podkreślono w komunikacie, może on pochwalić się ponad setką nagranych albumów i milionami sprzedanych płyt.
31 lipca 2008 r. Krzysztof Krawczyk odwiedził Kraków, by odsłonić swoją gwiazdę w Alei Gwiazd RMF FM pod Wawelem. To, że mam przyjaciela w stacji RMF FM, robi mi ogromną radość. Jestem człowiekiem szczęśliwszym, bo wiem, że te piosenki, które śpiewam, są komukolwiek potrzebne - mówił wtedy. W jednej z rozmów z RMF FM podkreślił, że poczuł się wtedy "jak Elvis Presley w najlepszych czasach".
Amerykanie uwielbiają, jak widzą, że artysta się poci, jest zmęczony, ale uśmiechnięty i szczęśliwy. Na szczęście Pan Bóg i dobrzy ludzie jakoś tak sprawiają, że właśnie taki na scenie jestem - wchodzę zmęczony, a schodzę świeżutki - mówił Krawczyk w 2008 roku w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Darkiem Maciborkiem.
To jest kwestia skali, techniki, warsztatu - mówił Krawczyk w RMF FM pytany o swoje niezwykłe możliwości głosowe, które robiły wrażenie na kolejnych pokoleniach fanów. Ja to mam po ojcu i mamie - byli śpiewakami, aktorami. Na pewno jest genetyka, ale ja też wierzę w transcendentalność tego wszystkiego. Gdy ktoś pyta, jak to się robi, to naprawdę nie wiem. Wiem, że jak są struny złączone to wysoki dźwięk powstaje, a jak są rozłączone, to niski. Ja mam 2 oktawy z tercją, nie siada mi głos na seniorskie okresy tylko wprost przeciwnie, jakby ktoś dokładał do parowozu ciągle jakieś energii. Ja ciągle jestem ze śmigłem w części ciała, którą marynarze nazywają rufą - stwierdził żartobliwie artysta.
Artysta zdradził też w rozmowie z RMF FM, że w domu nigdy nie słucha własnych utworów. Krawczyka w ogóle w domu się u mnie nie słucha. On mnie denerwuje. Zawsze mówię: Ach, ta piosenka mogła być inaczej zrobiona, ta w innej tonacji, inny aranż. Zawsze się czepiam siebie. To jest ta upierdliwość Krawczyka - przyznał.
Wśród zespołów, których muzyka na niego wpłynęła, Krawczyk wymieniał m.in. The Beatles. Beatlesi nam przewrócili w głowie do tego stopnia, że jak zapuścili wąsy i baki, to my też zapuściliśmy wąsy i baki. Wyszliśmy na ulice w takich kapeluszach, jak to oni mieli i płaszczach. Stare babcie się żegnały jak nas widziały. Nie wiedziały, skąd myśli spadli - z Księżyca czy z piekła rodem - wspominał. McCartney to jest w ogóle ewenement, talent taki, że można cały czas tylko wzorować się na jego odporności, determinacji - dodał.
Nigdy nie zapomnę, jak Andrzej Smolik produkował dla niego płytę. My się nie widzieliśmy do tego momentu, aż ta płyta wyszła, odniosła sukces. On mnie zobaczył w Opolu - nie graliśmy razem. Nagle mnie złapał, podniósł i zaczął ściskać. Od tej pory byłem już zawsze "Robuś" - relacjonował.
Słuchajcie online już teraz!
Radio RMF24.pl na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.