"Są zapowiedzi dojścia do wynagrodzeń na poziomie posła RP dla nauczycieli dyplomowanych. W roku już chyba nawet 2021 jest to możliwe" - stwierdził w Popołudniowej rozmowie w RMF FM wiceminister kultury Jarosław Sellin. "Nauczycieli trzeba doceniać i należycie wynagradzać. Jesteśmy pierwszym środowiskiem politycznym, które rządząc postanowiło tę sprawę rozwiązać systemowo i systematycznie i to robimy" - dodał.

Jak chce kształtować swój rząd i z kim pracować to decyduje premier. Ja się poddam oczywiście każdemu werdyktowi premiera w tej sprawie - powiedział Sellin pytany o rekonstrukcję rządu. Nic nie wiem o rekonstrukcji. Decyduje premier - tłumaczył.

Użył sformułowań, które wyrwane z kontekstu mogą być opacznie rozumiane - tak wiceminister kultury Jarosław Sellin skomentował w Popołudniowej rozmowie w RMF FM kontrowersyjną wypowiedź Grzegorza Biereckiego. Senator PiS stwierdził, że "nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni, aby należeć do naszej wspólnoty narodowej". To było w kontekście rozliczeń osób, które były odpowiedzialne za katastrofę smoleńską. Chodziło mu o ludzi, którzy zawinili i nie zostali rozliczeni - tłumaczył Sellin w RMF FM.


Pytanie, kto szuka konfliktu wokół tak ważnej rocznicy - stwierdził Sellin w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM pytany o obchody rocznicy wyborów 4 czerwca. W takim dniu nie warto dzielić Polaków, tak jak planowali to zrobić samorządowcy związani z totalna opozycją - tłumaczył polityk. Słusznie "Solidarność" zareagowała, żeby nie szargać świętości tego miejsca - dodał.  

Marcin Zaborski, RMF FM: Pamięta pan może, że obiecywaliście kiedyś 2,5 tys. zł podwyżek dla nauczycieli?

Jarosław Sellin: Podwyżki są realizowane systemowo i systematycznie przez mój rząd, jak nikt inny w ostatnim 30-leciu tego nie czynił.

Te 2,5 tys. zł to było w programach Prawa i Sprawiedliwości, kiedy PiS był w opozycji, więc łatwo było obiecywać. A skoro wiedzieliście, że te podwyżki są potrzebne tak bardzo, to dlaczego nie było podwyżek od razu, od momentu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość zaczęło rządzić?

Gość: Jarosław Sellin

Jeszcze raz powtarzam: nawet do takiej skali te podwyżki będą i my jesteśmy środowiskiem gwarantującym wiarygodność tego, co obiecujemy, bo udowodniliśmy w wielu miejscach, że jesteśmy wiarygodni, jeśli chodzi o zapowiedzi naszych planów czy programów. Były dwie podwyżki w zeszłym roku, jest solidna podwyżka zaplanowana na ten rok we wrześniu. Są zapowiedzi dojścia do wynagrodzeń na poziomie posła Rzeczpospolitej dla nauczycieli dyplomowanych w roku już chyba nawet 2021.


Te podwyżki zaczęły się w 2017 roku o 1,3 proc., jak wytyka wam dzisiaj opozycja. Pytanie, czy kilkaset zł podwyżek, na które dzisiaj mogą liczyć nauczyciele w sumie, to są płace, które Prawo i Sprawiedliwość obiecywało przed wyborami, kiedy mówiło o tym, że nauczycieli trzeba doceniać i należycie wynagradzać.

Nauczycieli trzeba doceniać i należycie wynagradzać, i powtarzam - jesteśmy pierwszym środowiskiem politycznym, które rządząc postanowiło tę sprawę rozwiązać systemowo i systematycznie i to robimy.

Rozumiem, że rząd PO-PSL nie dawał podwyżek.

W ostatnich kilku latach swoich rządów zero podwyżek.

A wcześniej?

A wcześniej dał podwyżki.

Czyli rząd PO-PSL dawał podwyżki nauczycielom.

Tak, ale w ostatnich kilku latach nic. Natomiast my od 2017 roku systematycznie te podwyżki dajemy i mamy zamiar dawać te podwyżki tak, żeby do roku już chyba nawet 2021 wynagrodzenia nauczycieli dyplomowanych - a to jest połowa nauczycieli w Polsce - osiągnęły poziom wynagrodzeń posła Rzeczpospolitej. My nie narzekamy na zarobki, to są przyzwoite zarobki...

Mówi pan o tych nauczycielach, którzy najdłużej w szkole pracują.

... i wreszcie nauczyciele będą godnie wynagradzani. I my to gwarantujemy. Natomiast nasi oponenci, którzy obiecują dzisiaj gruszki na wierzbie są niewiarygodni i to udowodnili w wielu sprawach z przeszłości.

Ale dali podwyżki, o czym sam pan przed chwilą powiedział. W latach 2008-2011 ponad 30 proc. podwyżek.

Ale jeżeli dzisiaj zapowiadają, że od razu dochodząc do władzy dadzą tysiąc zł, to ja przypominam, że tak samo zapowiadali, że nie ma żadnej potrzeby podwyższania wieku emerytalnego w kampanii prezydenckiej Komorowskiego w 2010 roku i w kampanii parlamentarnej w 2011 roku przez Donalda Tuska, a w 2012 roku podwyższyli wiek emerytalny Polakom o 7 lat. Taka jest ich wiarygodność. Tak jak w wielu innych sprawach.

Nie tak dawno protestowali policjanci, dostali 500 zł na rękę więcej teraz i prawie 400 zł od następnego roku. O takich podwyżkach w takim tempie nauczyciele mogą pomarzyć. Dlaczego udało się wywalczyć te podwyżki w takiej skali policjantom, a nauczycielom nie?

Panie redaktorze, możemy sobie analizować każdą grupę zawodową...

Ale to jest konkret.

... my staramy się rozwiązywać problemy niesprawiedliwych zarobków we wszystkich grupach zawodowych. Również nasze programy powszechne, które są dedykowane właśnie temu, że np. systematycznie podwyższamy minimalne wynagrodzenia, systematycznie podwyższamy wynagrodzenia za godzinę, nawet mocniej niż spodziewają się tego związki zawodowe, że realizujemy program np. powszechny 500+ na każde dziecko. To dotyczy wszystkich, również nauczycieli.

To rozumiem. Ale dlaczego policjanci dostali te kilkaset zł teraz i kolejne kilkaset po roku, a dla nauczycieli - a jak dzisiaj słyszą - nie ma już pieniędzy.

Są pieniądze, przecież we wrześniu jest poważna podwyżka.

Dzisiaj, teraz?

Tak, dzisiaj, teraz.

O ile, panie ministrze?

Jest poważna podwyżka o 9 proc...

To na pieniądze przeliczając, ile to wychodzi?

... czyli dochodzimy w ciągu półtora roku do 20 proc. podwyżki.

Panie ministrze, te 9 proc., które będzie we wrześniu, to na pieniądze przeliczając - ile to będzie?

Proszę do tego dołączyć te dwie transze podwyżek ubiegłorocznych i ma pan 20 proc.

To nie będzie 500 zł, ani kolejne 400 zł...

I w kolejnym roku to jest ponad 6 tys. zł dla nauczyciela dyplomowanego, a w 2021 roku - ponad 8 tys. zł dla nauczyciela dyplomowanego. To jest systematyczne, rozłożone w czasie podwyższanie tych wynagrodzeń. Bo one oczywiście nauczycielom się należą. Wszyscy wiemy, że nauczyciele zarabiają za mało i my jesteśmy pierwszym rządem, który systematycznie tę sprawę rozwiązuje.

Opróżnił pan już szuflady w swoim biurku w ministerstwie kultury?

Bynajmniej, nie mam najmniejszego zamiaru. Mam bardzo dużo pracy...

Czyli nie było kwiatów dla sekretarki, nie było pożegnań ze współpracownikami?

Z jakiegoż to powodu?

Jako wiceminister kultury startujący w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie będzie pan objęty rekonstrukcją rządu?

Jak chce kształtować swój rząd i z kim pracować, to decyduje premier. Ja się poddam oczywiście każdemu werdyktowi w tej sprawie.


Na logikę: start w wyborach nie kłóci się z pracą w ministerstwie, skoro ministrowie mają odejść w wyniku rekonstrukcji?

Panie redaktorze, ja już zorganizuję sobie szóstą kampanię wyborczą i zapewniam pana, że jak pełniłem również poprzednio funkcję wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego to żadnego opróżniania szuflad ani pożegnań nie było, ponieważ to jest normalne życie polityka, że bierze również wyzwanie...

To po co ta rekonstrukcja, panie ministrze?

Ja nic nie wiem o rekonstrukcji. To decyduje premier...

Ale to zostało już ogłoszone przez rzeczniczkę Prawa i Sprawiedliwości, że będzie rekonstrukcja.

Tak, ale nie wiem, czy tuż przed eurowyborami, czy tuż po eurowyborach.

Przed, to zostało już powiedziane.Jak będzie rekonstrukcja przed eurowyborami, to się oczywiście podporządkuję tej rekonstrukcji. Przecież to jest oczywiste. My gramy zespołowo i zespołowo chcemy wygrać te wybory. 

Amerykańskie gazety i stacje telewizyjne w USA o nas mówią. To za sprawą słów senatora PiS Grzegorza Biereckiego. A słowa brzmiały tak: "Nie ustaniemy, dopóki nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie  godni należeć do naszej wspólnoty narodowej". Po tych słowach jest burza, opozycja oczekuje przeprosin. Pan senator powinien przeprosić?

Ja dzisiaj przeczytałem wywiad z senatorem Biereckim na jednym z portali. Po pierwsze przeprosił, bo użył sformułowań, które wyrwane z kontekstu, podkreślam, mogą być opacznie rozumiane, tak jak to być może pan zrozumiał, być może te media amerykańskie zrozumiały. Natomiast ani ja, ani ja nie słyszeliśmy całej wypowiedzi, pan senator dzisiaj tłumaczy w tym wywiadzie, że to było w kontekście rozliczeń osób, które były odpowiedzialne za katastrofę smoleńską, bo to było przemówienie z okazji rocznicy katastrofy smoleńskiej, okolicznościowe i chodziło mu o ludzi, którzy zawinili i nie zostali rozliczeni za tę katastrofę i w tym kontekście o tym mówił, być może używając nie najwłaściwszych słów. 

Jeśli polityk musi, panie ministrze, tłumaczyć co miał na myśli, to nie sądzi pan, że jest jakiś kłopot?

Pytał pan, czy powinien przeprosić. Informuję, że przeprosił.

Przeprosił.

Nie czytał pan wywiadu?

Czytałem. Bardzo łatwo tak z uśmiechem panu mówić o tym, może pan na mnie zrzucić winę. Ale jeśli z jednej strony Jarosław Kaczyński mówi: "my nie dzielimy Polaków", a z drugiej strony pan senator - być może używając niefortunnych sformułowań, jak pan twierdzi - mówi o "oczyszczaniu wspólnoty narodowej", to nie ma pan poczucia, że to się trochę kłóci?

To nie jest kwestia dzielenia Polaków, tylko to jest kwestia słusznego - moim zdaniem - postulatu, żeby wreszcie dojść do sytuacji takiej, w której osoby odpowiedzialne za największą katastrofę i nieszczęście w historii narodu i państwa polskiego po II wojnie światowej, za tę rzecz poniosły odpowiedzialność. Wiem, że jest proces sądowy w sprawie jednego urzędnika, ale być może tych odpowiedzialnych powinno być nieco więcej.

Jeśli to były słowa wyrwane z kontekstu - jak pan twierdzi - to pytanie dlaczego pan minister Brudziński, na przykład, oczekuje przeprosin za te słowa i mówi: "Wypowiedź głupia i nieodpowiedzialna, dająca paliwo naszym oponentom".

Panie redaktorze, czemu pan ciągnie wątek, kiedy ja pana informuję, że przeprosiny właśnie nastąpiły dziś.