"Poważne sprawy wymagają czasu. O długą przerwę poprosiła strona rządowa, dlatego, że zaczęły się pojawiać nowe propozycje i pani premier poprosiła o czas. W ministerstwie pracownicy będą robić obliczenia" - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Dorota Gardias, szefowa Rady Dialogu Społecznego. "Na stole dzisiaj ze strony rządu leżało za mało pieniędzy, natomiast na tyle dużo, że te rozmowy nie zakończyły się fiaskiem, jest o czym rozmawiać" - mówi gość Marcina Zaborskiego.

Szefowa Rady Dialogu Społecznego uważa też, że jest szansa, że nie dojdzie do przewidywanego na 8 kwietnia strajku nauczycieli. Uważam, że jest jeszcze parę dni i do takiej sytuacji można nie dopuścić. Dzisiaj wszystko w rękach rządu, to jest jasne, że jeżeli proponują te 30 procent, czyli 1000 złotych, to będzie to w ramach negocjacji. Konsensus, to nigdy nie będzie tyle (...). Związki zawodowe dyskutują, mogą być różne przesunięcia. Dzisiaj jest dopiero poniedziałek, ja widziałam w naszym państwie, że w jedną noc można zdecydować o wielu rzeczach i ja jestem o tyle dobrej myśli, że skoro dalej jest kolejne spotkanie, a nie zerwane rozmowy, to w ogóle może do tego nie dojść - mówi o strajku nauczycieli gość Marcina Zaborskiego.

Gardias: Rząd jest zakładnikiem swoich obietnic

Rząd sam troszkę jest zakładnikiem swoich obietnic, bo w styczniu były negocjacje (ws. podwyżek dla nauczycieli - red.), a trzy tygodnie temu wychodzi prezes PiS i mówi: 'piątka plus'. Pracownicy, których pracodawcą jest rząd, oczekiwali, przy takich wzrostach PKB i dobrej sytuacji gospodarczej, podwyżek w sferze budżetowej  - mówiła w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Dorota Gardias. Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych podkreślała, że "te grupy zawodowe będą się upominać o swoje, skoro na stole położono trzy tygodnie temu prawie 40 miliardów złotych".

Marcin Zaborski pytał przewodniczącą Rady Dialogu Społecznego o to, czy ta instytucja sprawnie rozwiązuje konflikty między rządem, pracodawcami i pracownikami. Rada Dialogu Społecznego nie działa dobrze. Co nie znaczy, że nie należy tego poprawiać - oceniła Gardias. Wskazywała na braki w przepisach - według niej dochodzi do sytuacji, gdy po stronie rządu rozmawia osoba bez mandatu negocjacyjnego. Wierzę w to, że pewnego dnia dostaniemy osobę - bo proponuję rządowi - która będzie miała takie prerogatywy - stwierdził gość RMF FM. To może być jedna osoba. Dzisiaj jest pani premier Szydło. I ona już ma uprawnienia negocjacyjne - przekonywała. Gardias zaproponowała rządowi zmiany ustawowe. Potrzebuję jeszcze trochę czasu - stwierdziła pytana o to, kiedy mogłoby dojść do nowelizacji przepisów.

Gość: Dorota Gardias

Marcin Zaborski, RMF FM: Słyszeliśmy rano, że to rozmowy ostatniej szansy. Było kilka godzin negocjacji i znów przerwa w negocjacjach między nauczycielami a rządem. To jest przerwa taktyczna?

Dorota Gardias: Myślę, że to jest dopuszczalna przerwa w negocjacjach. To nie jest nic nadzwyczajnego.

Zegar tyka. Kalendarz jest nieubłagany. Strajk wisi w powietrzu.

Jasna sprawa, natomiast poważne sprawy wymagają czasu.

To kto poprosił o przerwę?

O tę długą przerwę poprosiła strona rządowa. Propozycje, które były, nowe zaczęły się pojawiać i poprosiła pani premier, że w ministerstwie pracownicy będą robić obliczenia...

Związkowcy niczego nowego nie przynieśli. Wciąż domagają się tego samego. Obliczenia są potrzebne do czego?

Do nowej propozycji.

Rządu?

Rządu. Do nowej propozycji rządu... Panie redaktorze, na stole dzisiaj to nie, że nic nie leżało ze strony rządu...

To co leżało ze strony rządu?

Leżało za mało.

Za mało pieniędzy?

Za mało pieniędzy, natomiast na tyle dużo, że te rozmowy nie zakończyły się fiaskiem.

Czyli jest o czym rozmawiać jutro od rana?

Jest o czym rozmawiać. Może być bardziej nerwowo czy trochę emocjonalnie, jak to w negocjacjach bywa. Krótko mówiąc: "Solidarność" proponowała 15 procent teraz, 15 procent od stycznia.

Czyli to jest po jakieś 500 zł mniej więcej na każdego nauczyciela.

ZNP i Forum Związków Zawodowych - 1000 zł.

Przychodzi rząd i co mówi?

Rząd daje 7 procent.

Chociaż dzisiaj słyszę "Solidarność", że 10 procent już usłyszeli.

Nie, myśmy obliczyli - 7 procent., ok. 7 - to jest 6,66 proc. Ja mówię już ok. 7 proc. Gdyby były rozmowy... Związkowcy dyskutują na razie jeszcze o tych 15 proc. - 15 w tym roku, ale z wyrównaniem od stycznia. No i być może te drugie 15, którego chce ZNP, od nowego roku. Cały czas dzisiaj strona rządowa mówiła - 1000 zł. 1000 zł to jest 30 proc. minimalnego wynagrodzenia.

Do 6,6 w ogóle daleko. ZNP mówi: strajk wciąż jest absolutnie realny. Forum Związków Zawodowych, czyli pani związek mówi, że jutro podejmie decyzję, czy dołącza do strajku. Nad czym się zastanawiacie?

Zarówno Wolny Związek Zawodowy "Solidarność Oświata", który jest w Forum, jak i Związek Nauczycielstwa Polskiego, mają jutro swoje spotkania.

Ale nad czym wy się zastanawiacie? Dołączać do tego strajku czy nie?

Nie, nie. O czym innym mówimy. Propozycje, które rząd przedstawia - rozmawiają o tym w swoich gremiach związkowcy.

Jasne. Ale Forum Związków Zawodowych będzie strajkować z ZNP razem?

Razem.

Nie ma tutaj w ogóle dyskusji.

Nie, nie. Są razem.

Słyszę liderów "Solidarności", którzy mówią: Dzieci nie mogą ucierpieć. A strajk właśnie sprawi to, że dzieci ucierpią. Przecież są egzaminy rozplanowane, zapisane. Wiadomo, kiedy będą i że strajk w czasie egzaminów to jest niedobre rozwiązanie, bo zaszkodzi uczniom.

To jest tak - tracą nauczyciele, tracą uczniowie, tracą rodzice. Ok, do tego jest pełna zgoda. Natomiast proszę zauważyć, że rozmowy w ministerstwie edukacji trwają 3 lata. Ostatnie rozmowy były w styczniu. Nie doszło do żadnego porozumienia. Przy tak długich rozmowach w Radzie Dialogu i w zespołach, i na okrągło są spotkania... Nie dochodzi do porozumień. W związku z tym związki zawodowe, pracownicy, radykalizują się.

Ok, co mają zrobić rodzice, pani przewodnicząca, kiedy będzie strajk w szkołach? Co mają zrobić ze swoimi dziećmi?

Uważam, że jest jeszcze parę dni. Do takiej sytuacji można nie dopuścić.

Ok, ale dziś mówicie: jesteśmy za strajkiem.

Dzisiaj wszystko w rękach rządu. To jest jasne, że jeżeli proponują te 30 proc. czyli 1000 zł, to będą w ramach negocjacji... Konsensus to nigdy nie będzie tyle.

Nauczyciele słyszą dzisiaj, że biorą dzieci za zakładników, że będą szkodzić dzieciom, podobnie zresztą pielęgniarki słyszały zwykle, kiedy mówiły o tym, że mogą odejść od łóżek pacjentów. Wracam do pytania: podpowie pani rodzicom, co mają zrobić z dziećmi, jeśli będziecie strajkować w szkołach?

Po to są negocjacje, że w dalszym ciągu uważam, żeby rodzice byli spokojni. Wszystko jest w rękach rządu, naprawdę.

Wiem, że jest pani doświadczonym negocjatorem, ale rodziców to nie uspokoi.

Związki zawodowe dyskutują. Przesunięcia różne mogą być. Jest dopiero poniedziałek. Ja widziałam w naszym państwie, że w jedną noc można zdecydować o bardzo wielu rzeczach. Jestem o tyle dobrej myśli, że skoro jest kolejne spotkanie, a nie zerwane rozmowy, to może w ogóle do tego nie dojść. Ja bym się skupiła na tym, co muszę robić, czyli doprowadzić do porozumienia.

Jest pani matką i związkowcem, więc do pani doświadczenia się odwołuję. Co zrobiłaby pani w takiej sytuacji, gdyby był strajk nauczycieli w szkole?

Panie redaktorze, tak jak z pielęgniarkami, jak pan mówił. Odeszły kiedyś od łóżek pacjentów? Nie odeszły.

Czyli co? To są strachy na lachy?

Tak naprawdę doszło wcześniej do pewnych porozumień. I ja na to liczę, że dojdzie do porozumienia. Na razie bym obniżyła emocje u wszystkich stron. Wie pan, moja rola jest dosyć trudna. Z jednej strony mam korzenie związkowca, a z drugiej strony jestem szefem Rady Dialogu i muszę być ogromnie obiektywna dla wszystkich stron.

Ma być pani arbitrem. To jest trochę dziwne, jeśli się jest szefem związku zawodowego, który ma strajkować i ma być bezstronnym, obiektywnym arbitrem. Da się to zrobić?

Ale proszę pamiętać, że nasza organizacja jest konfederacją i ja zrzeszam 85 organizacji. To jest jedna z organizacji, która protestuje, oświatowych, tak? To nie jest tak, że ja prowadzę ten strajk. Tylko organizacja macierzysta.

OK. À propos tej wielości związków zawodowych. Na konferencje po rozmowach choćby dziś osobno wychodzi ZNP i Forum Związków Zawodowych, osobno wychodzi "Solidarność" oświatowa. Dlaczego nie ma między związkami związkowej solidarności?

To jest bardzo dobre i trudne dla mnie pytanie...

A zna pani odpowiedź?

Rozpoczynając dzisiejsze rozmowy, na pierwszej konferencji byłam razem ze wszystkimi związkami zawodowymi - "Solidarność", OPZZ i Forum.

Ale te związki idą osobno. Idąc osobno zyskają więcej czy mniej?

To jest niedobre dla związków zawodowych. Jak organizacje nie są jednolite w swoich dążeniach, to nie jest dobre. To nie jest dobre i mówię to tak, jak tu siedzę, jako związkowiec. 

Ale "Solidarność" mówi tak: "W przeciwieństwie do ZNP podchodzimy do sprawy racjonalnie. 1000 złotych podwyżki to jest kwota nieosiągalna." Może rzeczywiście są zbyt wygórowane oczekiwania części związków zawodowych?

To inaczej. "Solidarność" napisała: 15 procent w tym roku od stycznia i 15 procent od stycznia 2020. 

I to daje ten 1000 zł.

To jest 1000 zł. To jest te 30 procent.

Ale ZNP chce już w tym roku 1000 zł.

Ale jeżeli mamy 7 procent to dzisiaj ZNP się jakby utwardza, ale też nie jest do negocjacji nieprzygotowany. Też chcą negocjować. Samo to, że jutro jest spotkanie. Samo to, że nikt nie zerwał tych rozmów to znaczy, że konsensus można osiągnąć. A konsensus to nigdy nie będzie 1000 złotych.

Może zamiast strajku w szkołach czas utworzyć nauczycielskie miasteczko przed kancelarią premiera, jak kiedyś pielęgniarki? I pani między innymi. Doradzała pani takie rozwiązanie?

Nigdy dwa razy się nie wchodzi do tej samej wody. Uważam również, że tyle jest liderów związkowych i każdy ma możliwość robienia różnego rodzaju protestu. Ja uważam, że tak się radykalizują związki zawodowe w momencie, gdy nie mogą od 3 lat uzyskać tej podwyżki.