Adresy lokali wyborczych można znaleźć w aplikacji Uber pozwalającej zamówić przejazd samochodem w niedzielę wyborczą. Do bezpłatnego dotarcia do lokalu wyborczego lub powrotu z wykorzystaniem aplikacji firma zachęca na Twitterze pod hasztagiem: #JadęNaWybory.

Wybory parlamentarne /Marcin Obara /PAP

Użytkownicy aplikacji uzyskają dostęp do bazy lokali wyborczych bezpośrednio z aplikacji - podała rzeczniczka Ubera Ilona Grzywińska. W dzień wyborów na głównym ekranie aplikacji użytkownicy znajdą grafikę, a klikając w nią zostaną przeniesieni do wyszukiwarki, w której odnajdą właściwą dla swojego adresu komisję wyborczą. Dane do bazy udostępnił serwis MamPrawoWiedziec.pl.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Ubera przez Ipsos wynika, że użytkownicy aplikacji są zaangażowaniu społecznie i politycznie i chętnie biorą udział w wyborach. Prawie 80 proc. z badanych brało udział w poprzednich wyborach parlamentarnych, a 73 proc. zadeklarowało, że zamierza głosować także w tym roku. Badanie przeprowadził Ipsos w sierpniu 2015 na 912-osobowej próbie użytkowników. 

Akcja ma wspierać frekwencję, a przy okazji promować przejazdy Uberem - jeśli ktoś poleci aplikację nowemu użytkownikowi, dostaje darmowy przejazd do lokalu wyborczego lub z niego - do 50 złotych. 

Podobną akcję przeprowadzono podczas wyborów prezydenckich w maju.

Uber to usługa pozwalająca zamówić tanie przejazdy prywatnymi samochodami. W Polsce do tej pory kierowców Ubera można spotkać w Warszawie, Krakowie czy Trójmieście.Uber został założony w San Francisco w 2009 roku przez Garretta Campa i Travisa Kalanicka. W 2013 roku obrót spółki był szacowany na 213 milionów dolarów.

Kierowcy Ubera nie posiadają licencji taksówkarskich, zarzuca im się niepłacenie podatków, które muszą z kolei uiszczać taksówkarze. 11 czerwca 2014 roku taksówkarze z całej Europy zorganizowali wspólny strajk przeciwko Uberowi. Protest zamiast zwrócić uwagę władz na nieuczciwą konkurencję wywołał jeszcze większe zainteresowanie użytkowników tanimi przejazdami - i tak np. w Londynie po proteście liczba rejestracji w aplikacji Ubera wzrosła o 850 proc.

W 2014 r. zmiany w prawie w Indonezji, Tajlandii, Holandii i Hiszpanii spowodowały zakończenie działalności Ubera w tych krajach.

(mal)