W ciągu zaledwie trzech dni przedstawiony przez marszałka Sejmu projekt wyłączenia Izby Kontroli Sądu Najwyższego z orzekania o ważności wyborów niemal kompletnie zmienił kształt. Metodą stopniowo wprowadzanych poprawek posłowie KO i Trzeciej Drogi nie nazywając tego wprost, wyeliminowali z procesu wyborczego nie tylko Izbę Kontroli, ale też wszystkich tzw. neosędziów. 

Wprowadzane do marszałkowskiego projektu zmiany przeprowadzono drobnymi poprawkami, zgłaszanymi na kolejnych posiedzeniach Sejmu i jego komisji sprawiedliwości. 

Prześledzenie kolejnych kroków dobrze pokazuje możliwości, jakie daje umiejętnie niebudzące wielu emocji, ale skuteczne posługiwanie się większością głosów w parlamencie. 

Proces zaostrzania przepisów przypominał opowieść o żabie, której gotowanie jest skuteczne tylko jeśli woda, w której ją umieszczono, podgrzewana jest stopniowo, bo przecież wrzucona do wrzątku - z garnka wyskakuje.

Według zgłoszonego przed miesiącem projektu o ważności tegorocznych wyborów mieli decydować sędziowie wszystkich izb Sądu Najwyższego - poza Izbą Kontroli złożoną wyłącznie z osób powołanych w budzącej wątpliwości procedurze, czyli tzw. neosędziów. Z kolei w sprawach skarg na decyzje PKW miały orzekać wylosowane z tego grona trzyosobowe składy sędziowskie.

Zarówno więc w orzekaniu o ważności wyborów, jak i w spornych sprawach związanych np. z rejestracją komitetów wyborczych oraz kandydatów, tzw. neo-sędziowie mogli brać udział (jeśli ich wylosowano), a wyłączeni zostali z nich tylko ci, którzy zasiadają w Izbie Kontroli SN.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Wersja ewolucyjna - przejściowa

Pośrednim etapem zmian była przyjęta na posiedzeniu komisji sprawiedliwości poprawka - wprowadzona do projektu 21 stycznia. Zamiast połączonym trzem izbom SN, orzekanie o ważności wyborów powierzono w niej 15 sędziom mającym najdłuższy staż sędziowski w Sądzie Najwyższym. W oczywisty sposób eliminowało to z orzekania ważności wyborów sędziów SN mianowanych po 2018 roku.

W tej wersji projekt ustawy dopuszczał jednak ich udział w rozstrzyganiu kwestii spornych na wcześniejszych etapach procesu wyborczego. Tak zwani neosędziowie także mieli uczestniczyć w losowaniu powołanych do tego trzyosobowych składów sędziowskich, braliby zatem udział w orzekaniu w sprawach związanych z wyborami.

Wersja ostateczna

Podczas wczorajszego posiedzenia, 22 stycznia, komisja sprawiedliwości wprowadziła do projektu kolejne zmiany, które ostatecznie eliminują z procesu wyborczego wszystkich tzw. neosędziów. Zgodnie z nimi 15 najstarszych stażem sędziów SN ma nie tylko orzekać o ważności wyborów, ale też wyłącznie z ich grona mają być losowani sędziowie, którzy będą rozstrzygać spory związane ze skargami na wcześniejsze decyzje Państwowej Komisji Wyborczej.

System został więc domknięty, a uzgodniona między KO, PSL i Polską 2050 wersja ustawy w dość schludny sposób rozwiązuje problem tzw. neosędziów w procesie wyborczym i to bez jego nazywania.

Przyszłość ustawy nadal niepewna

Incydentalnej i dotyczącej tylko tegorocznych wyborów ustawie w tym kształcie wciąż towarzyszy jednak kilka potężnych znaków zapytania.

Po pierwsze: jej uzgodnionej wersji nie popiera Lewica, co pozbawia koalicję rządzącą pewności, że zostanie uchwalona, bo bez głosów Lewicy koalicja nie ma większości.

Po drugie: ustawa ewidentnie zmienia zasady wyborów, czym narusza określoną wiele lat temu przez Trybunał Konstytucyjny (w niekwestionowanym przez nikogo składzie) zasadę niezmnieniania prawa wyborczego w okresie późniejszym niż pół roku przed wyborami. Ta tzw. cisza legislacyjna przed wyborami 18 maja powinna więc obowiązywać od grudnia.

Po trzecie: marszałek Sejmu już ogłosił termin wyborów, zatem trwa już proces wyborczy, który może się oprzeć o Sąd Najwyższy. Incydentalna i wpływająca na jego kształt ustawa nie wyszła jednak nawet z Sejmu, a najwcześniejszy możliwy termin jej wejścia w życie to druga połowa lutego. Dopiero wtedy zaplanowane jest kolejne posiedzenie Senatu, a ustawę będzie można uznać za uchwaloną tylko jeśli Senat nie wprowadzi do niej zmian.

Po czwarte i bodaj najważniejsze: po uchwaleniu (na trzy miesiące przed datą samego głosowania) ustawę powinien podpisać prezydent. A szansa na to, że protestujący głośno przeciw rugowaniu tzw. neosędziów Andrzej Duda to zrobi - i to najlepiej natychmiast - jest, mówiąc delikatnie, dość nikła.

Opracowanie: