"Będę dochodził swoich praw i będę chciał, żeby pani Paulina Hennig-Kloska mnie przeprosiła i zaprzestała rozpowiadać nieprawdziwe informacje" – powiedział na antenie Radia RMF24 Bartosz Romowicz. Hennig-Kloska twierdzi, że Romowicz zataił przed partią fakt, że został pozwany przez byłą radną Ustrzyk Dolnych.
- Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
W rozmowie z Kacprem Wróblewskim Romowicz nie szczędził gorzkich słów pod adresem byłej koleżanki z ugrupowania Pauliny Hennig-Kloski. Tłumaczył, że to efekt wypowiedzi minister klimatu na jego temat.
W kolejnych słowach wyjaśniał, że spór dotyczy rzekomego zatajenia przez Romowicza faktu, że była radna Ustrzyk Dolnych oskarżyła go o zniesławienie. Romowicz zapewnia, że to nieprawda.
Opowiadała, że po pierwsze jestem Bartoszem R., a ja jestem Bartoszem Romowiczem i pozwoliłem podawać moje imię i nazwisko, cały wizerunek. Po drugie, mówiła, że zataiłem to przed partią w ankiecie, którą składaliśmy przed wyborami, co jest nieprawdą, bo taki zapis w ankiecie był. Chodzi, opowiada i spłaszcza, mówi, że mam wyrok, że to wyrok karny - mówił w Radiu RMF24 polityk.
Wyrok w sprawie posła zapadł 3 lutego 2026. Sąd uznał, że poseł, nazywając Annę B. na sesji Rady Miasta Ustrzyki Dolne w grudniu 2022 roku osobą "perfidną i chorą" na jego punkcie "poniżył Annę B. w opinii publicznej i naraził ją na utratę zaufania potrzebnego do sprawowania mandatu radnego". Romowicz otrzymał karę grzywny w wysokości 2,5 tys. zł, zapłatę nawiązkę w kwocie 2 tys. zł na rzecz Anny B. w kwocie 2 tys. zł oraz zapłatę nawiązkę w wysokości 300 zł na rzecz Krośnieńskiego Stowarzyszenia Tenisa Stołowego.
Przedstawiła mnie (Paulina Hennig-Kloska - przyp. RMF FM) w złym świetle, a ja nie pozwolę, żeby ktoś szargał moje nazwisko, nazwisko mojej rodziny - zaznaczył Romowicz i dodał: Za namową mieszkańców Ustrzyk Dolnych, którzy tę sytuację znają bardzo dobrze z autopsji, z czasów, kiedy byłem, będę dochodził swoich praw i będę chciał, żeby pani Paulina Hennig-Kloska mnie przeprosiła i zaprzestała rozpowiadać nieprawdziwe informacje.
Wyraził też nadzieję, że Paulina Hennig-Kloska przeprosi go. Dopytywany, czy zamierza pozwać minister odpowiadał: Czas pokaże czy będzie refleksja i będą przeprosiny.
Poseł komentował też rozpad Polski 2050 i powstanie klubu parlamentarnego Centrum. Jeżeli za odbudowę stowarzyszenia czy partii odpowiedzialny jest wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, to czuję lekki niepokój, ile z tych stanowisk w NFOŚ i WFOŚ będzie musiało powstać, żeby pozatrudniać wszystkich pociotków i członków nowego stowarzyszenia - mówił.
Więc na pewno w Polsce 2050 będzie jakość, praca, a w klubie Centrum mają dużo do zrobienia. Zacznijmy od pytania, czy pellet już jest dostępny dla pani minister Hennig-Kloski - zaznaczył.
Do rozpadu Polski 2050 doszło 18 lutego 2026 roku. Tego dnia na konferencji prasowej w Sejmie Paulina Hennig-Kloska ogłosiła, że wraz z grupą parlamentarzystów odchodzi z ugrupowania i zakłada nowy klub parlamentarny o nazwie Centrum. Łącznie odejście z Polski 2050 zadeklarowało 18 parlamentarzystów - 15 posłów i 3 senatorów.
Powodem rozłamu była przegrana Pauliny Hennig-Kloski w wyborach na przewodniczącą partii z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz oraz brak możliwości realizacji postulatów wyborczych w dotychczasowym klubie. Jak podkreśliła Hennig-Kloska:
Chcemy utworzyć klub parlamentarny, w którym odzyskamy przestrzeń do pracy i realizacji naszych postulatów, które składaliśmy w trakcie kampanii w 2023 roku. Nie widzimy przestrzeni do realizacji tych postulatów w obecnym klubie parlamentarnym - mówiła Hennig-Kloska.
Dodała również, że "jednoosobowe decydowanie o losach klubu parlamentarnego przez panią przewodniczącą to nie jest styl, na który jesteśmy w stanie się zgodzić".
"Posłowie, którzy opuścili Polskę 2050, nie potrafili pogodzić się z demokratyczną decyzją ludzi, którzy tworzą naszą partię" - zaznaczyły władze Polski 2050 na platformie X.
Nowy klub parlamentarny Centrum został oficjalnie zarejestrowany w Sejmie. W klubie Polski 2050 pozostało 15 posłów - minimalna liczba wymagana do dalszego funkcjonowania klubu parlamentarnego.
Premier Donald Tusk zapewnił, że większość parlamentarna pozostaje stabilna, a zarówno Pełczyńska-Nałęcz, jak i Hennig-Kloska zadeklarowały lojalność wobec rządu i Koalicji 15 października.


