Zbędne tylko z pozoru
Dobrym przykładem jest żyła odpiszczelowa, która biegnie wzdłuż nogi. To na niej najczęściej pojawiają się żylaki, a organizm całkiem dobrze radzi sobie bez niej. Dla kardiochirurgów jest jednak bezcenna. Ale okazuje się, że oprócz tego, że na tej żyle robią się żylaki, ta żyła ratuje nam życie. (…) Ponieważ tej żyły używamy do wykonywania pomostów aortalno-wieńcowych, czyli tak zwanych potocznie bypassów – wyjaśnia prof. Mariusz Kuśmierczyk, kardiochirurg i transplantolog z Kliniki Kardiochirurgii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Czy w takim razie mamy w sobie coś, bez czego naprawdę moglibyśmy się obejść? Profesor wskazuje kość ogonową. Kość ogonowa, która nam też pozostała po naszym procesie ewolucji (…), ona nam jest niepotrzebna. Czasami tylko nas boli, jak spadniemy z krzesła. Podobnie jest z uchyłkiem Meckela, czyli niewielkim uwypukleniem jelita, które ma około dwóch procent ludzi. Ten drobiazg potrafi jednak być groźny, bo tak jak wyrostek może ulec zapaleniu i wymagać operacji.
Ciało, które samo się naprawia
Prawdziwą mistrzynią odbudowy jest wątroba. Profesor opowiada o pacjentce, która w wypadku samochodowym straciła niemal cały ten narząd. Chirurdzy z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego usunęli kiedyś zmiażdżoną wątrobę, ale zachowali jej niewielki fragment. Zostawili mały fragment, doszczepili jej wątrobę od zmarłego dawcy po to, żeby funkcjonowała przez pewien okres i chyba po miesiącu wyszczepili tą przeszczepioną wątrobę z tego powodu, że ta poprzednia jej się zregenerowała. Zregenerowała, czyli urosła – opisywał gość podcastu „Wykład Otwarty” w Radiu RMF24.
Wątrobie możemy też pomóc sami, i to bez udziału chirurga. Wystarczy przestać, że tak powiem, tłusto jeść, przestać pić alkohol, zacząć prowadzić zdrowy tryb życia. I te narządy nam się regenerują, między innymi wątroba – dodaje.
Jeden dawca, kilka uratowanych żyć
Gdy narząd nie odbuduje się sam, ratunkiem bywa przeszczep. Od jednego zmarłego dawcy można pobrać kilka narządów – nerki, wątrobę, serce czy płuca – i, jak podkreśla profesor, uratować nawet osiem osób. Najmniej czasu daje lekarzom serce. Od momentu wycięcia serca do momentu wszczepienia czas nie może przekroczyć czterech godzin. Dlatego serce do przeszczepu przewozi się karetką na sygnale, śmigłowcem, a nawet samolotem.
Pomocą są specjalne urządzenia, w których pobrane serce bije poza ciałem człowieka. Potrafią one przywrócić do pracy nawet serce, które już się zatrzymało. Serce przestaje bić, czyli serce umiera, ale komórki mięśnia sercowego mają swój czas umierania. Serce przestaje bić, umiera i mamy wówczas pół godziny do czterdziestu minut, żeby otworzyć takiemu człowiekowi klatkę piersiową, pobrać to martwe serce, wszczepić w tą maszynę i w tej maszynie to serce zaczyna bić – wyjaśnia prof. Kuśmierczyk.
Za każdym przeszczepem stoi jednak czyjaś tragedia i decyzja bliskich. Najtrudniejsza jest rozmowa z rodzicami, którzy stracili dziecko. Profesor, który przeszczepia serca także najmłodszym pacjentom, zauważa, że często to sami rodzice proszą o oddanie narządów. Bo jednak świadomość, że te narządy ich dziecka będą pracowały w innych dzieciach i uratują życie innych dzieci, pozwala lżej znieść śmierć dziecka – mówi gość podcastu Radia RMF24.
