Tragiczne wieści dotarły z bytomskiego szpitala, w którym pod koniec lipca na świat przyszły pięcioraczki. Z przekazanych informacji wynika, że jedno z rodzeństwa nie przeżyło, a lekarze walczą o życie pozostałej czwórki.

Tragiczne wieści dotarły z bytomskiego szpitala, w którym pod koniec lipca na świat przyszły pięcioraczki. Z przekazanych informacji wynika, że jedno z rodzeństwa nie przeżyło, a lekarze walczą o życie pozostałej czwórki.
Zdjęcie ilustracyjne /Pixabay

Pięcioraczki, czterej chłopcy i jedna dziewczynka, przyszły na świat 23 lipca w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu. Lekarze ich stan od początku określali jako krytyczny. Jak potwierdziła wicedyrektor Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Bytomiu, lek. med. Krystyna Nickiel- Łukomska, jedno z niemowląt zmarło, a lekarze walczą o życie pozostałych dzieci, których stan nadal określany jest jako ciężki.

Chłopiec zmarł z powodu skrajnego wcześniactwa. Tak jak w przypadku większości ciąż mnogich, dodatkowym problemem była niska waga urodzeniowa. 

Inny przypadek mnogich narodzin miał miejsce niedawno w Krakowie. Pod koniec maja przyszły tam na świat sześcioraczki: cztery dziewczynki i dwóch chłopców.

Ciąże mnogie są zawsze obarczone większym ryzykiem, które rośnie wraz z liczbą dzieci. Główne zagrożenia to przedwczesny poród i niska masa urodzeniowa noworodków.