W silniku Boeinga 737, na pokładzie którego doszło do głośnego wypadku, znaleziono szczątki ptaków, w tym pióra. Eksperci ustalili też, że łopatki wentylatora znajdującego się w tym silniku uległy pęknięciu.
Odłamki silnika przebiły kadłub, co spowodowało rozhermetyzowanie kabiny - podano we wstępnym raporcie.
Amerykańscy eksperci poinformowali, że załogi zgłosiły cztery przypadki podejrzenia zderzenia z ptakami dotyczące silnika nr 2 w ciągu 12 miesięcy poprzedzających zdarzenie.
Co ciekawe, łopatki wentylatora były kontrolowane jeszcze w maju. Nie stwierdzono wtedy żadnych nieprawidłowości.
Chwile grozy w czasie lotu z Grecji
Do głośnego incydentu doszło 10 lipca podczas lotu z Salonik do Memmingen koło Monachium. Na pokładzie było wtedy 149 pasażerów, 2 pilotów i 4 stewardessy.
Jak czytamy w raporcie NTSB, podczas wznoszenia się na wysokość około 16 000 stóp, w pobliżu Polykastro w Grecji załoga otrzymała sygnał ostrzegawczy o silnych wibracjach silnika nr 2. Po chwili usłyszała głośny huk i sygnał ostrzegawczy dotyczący ciśnienia w kabinie.
Jedna z szyb - przy siedzeniu o numerze 11F - się roztrzaskała. Siedzący obok 61-letni mężczyzna został ranny, a następnie został częściowo wyssany z samolotu: jego głowa i ramiona wystawały przez rozbite okno.
Pozostałym pasażerom udało się wciągnąć go z powrotem do kabiny. Później rannym zaopiekował się jeden z podróżnych, który był lekarzem.
Samolot zawrócił na lotnisko w Salonikach, a poszkodowany pasażer został przewieziony do szpitala w tym mieście.
W 2018 r. podobny wypadek zakończył się tragicznie. Kobieta zginęła po tym, jak została częściowo wyssana przez okno z samolotu Southwest Airlines.