​Włochy z ławki rezerwowych obserwują mecz rozgrywany przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel i prezydenta Francji Emmanuela Macrona - tak "Corriere della Sera" podsumowuje spotkanie obojga przywódców w Paryżu, poświęcone przyszłości i reformom UE. W czasie piątkowych rozmów w Pałacu Elizejskim Merkel i Macron rozmawiali o potrzebie reform w Unii Europejskiej i zapowiedzieli, że do połowy roku przedstawią ambitny plan zmian.

Największa włoska gazeta podkreśla, że pół roku po wyborach Niemcy kanclerz Merkel - mianowanej niedawno na czwartą kadencję - wracają na pierwszą linię działań na rzecz ożywienia UE.

Niemcy i Francję - dodaje włoski dziennik - "łączy przeświadczenie o konieczności podjęcia pilnych prac, do czego przyczynił się sukces partii antysystemowych w wyborach parlamentarnych we Włoszech". Wybory te wygrała centroprawica z eurosceptyczną Ligą na czele oraz Ruch Pięciu Gwiazd.

Mediolański dziennik przytoczył słowa prezydenta Francji, który w czasie spotkania z Angelą Merkel oświadczył: zwycięstwo sił "ekstremistycznych" we Włoszech "wywołało głęboki wstrząs na forum europejskim". To zaś zdaniem Macrona sprawia, że tym pilniejsze są działania na rzecz reformy Unii.

Zwraca się jednocześnie uwagę, że sytuacja szefowej niemieckiego rządu jest inna niż podczas jej poprzedniego mandatu.

Będąc pod obserwacją swojej koalicji na forum wewnętrznym Merkel nie może i nie chce poprzeć wszystkich wielkich ambicji Macrona
- stwierdza się w komentarzu. W tym kontekście wymieniono propozycje francuskiego przywódcy, by wprowadzić osobny budżet strefy euro i powołać jej ministra finansów.

Fakt istnienia różnic poglądów między oba krajami potwierdził też francuski minister finansów Bruno Le Maire po spotkaniu ze swym niemieckim odpowiednikiem, wicekanclerzem Olafem Scholzem.

"Można odnieść wrażenie, że Berlin chce stopniowego i realistycznego ożywienia francusko-niemieckich relacji" - podsumowuje "Corriere della Sera". Jako jeden z powodów wymienia, obok wewnętrznych racji wielkiej koalicji w Niemczech, także front ośmiu państw UE z Holandią na czele, które sprzeciwiają się polityce Macrona.

Bez względu na to, jak będzie toczył się ten mecz, jedno jest pewne: Włochy będą na ławce rezerwowych. A może nawet na trybunie
- konstatuje dziennik. W ten sposób odnosi się do politycznego impasu po włoskich wyborach, po których żadne z ugrupowań nie jest w stanie samodzielnie utworzyć rządu. Nie wiadomo, kiedy nowy gabinet powstanie i kto go powoła.

(ph)