Marcin Lewandowski przyznaje, że prace nad książką trwały długo, a sam pomysł jej stworzenia to był po prostu impuls.
Ja długo nie myślę. Rzucam sobie pomysł, hasło i zaczynam to realizować. Pewnego dnia powiedziałem sobie, że może warto byłoby napisać książkę i opisać swoją karierę. Nie miałem żadnego ciśnienia zawiązanego z publikacją. Czas nie miał dla mnie dużego znaczenia. Po prostu działo się. Tworzyłem tą książkę. Termin publikacji wyszedł sam z siebie - mówi medalista zeszłorocznych mistrzostw świata w Dosze w biegu na 1500 metrów.
Do kogo Lewandowski kieruje swoją książkę? Okazuje się, że kibiców czy fanów lekkiej atletyki interesuje wszystko. Nie tylko to co dzieje się na bieżni, ale cała otoczka. Co przeżywałem, jak się przygotowywałem do danej imprezy. W skrócie można powiedzieć, że książka opisuje świat profesjonalnego sportu oczami profesjonalisty. Można zobaczyć jak wygląda nasze życie, bo nie zawsze jest kolorowo - tłumaczy w rozmowie w RMF FM.
Lewandowski promuje teraz książkę, ale przede wszystkim myśli o przygotowaniach do igrzysk w Tokio. Już niebawem wylatuje na długie zgrupowanie do amerykańskiego Flagstaff:
6 marca lecę na miesięczne zgrupowanie wysokogórskie do USA do Arizony. Cel w tym roku jest tylko jeden - Tokio 2020. Ta ciężka, monotonna praca czasami staje się nie do wytrzymania. Dobrze, że ostatnie dni spędziłem z rodziną. Teraz wrócę do dużej objętości treningu. To będzie powrót do tych korzeni do wytrzymałości. Duży kilometraż, duża intensywność, dużo powtórzeń. Te podstawy są potrzebne. Mimo, że mam 33 lata unikam kontuzji i jestem wciąż na najwyższym poziomie - podkreśla sportowiec.