W pierwszym spotkaniu Legia pokonała u siebie Celtic Glasgow 4:1, a w rewanżu wygrała na wyjeździe 2:0. W końcówce drugiego pojedynku na murawie pojawił się Bartosz Bereszyński, który - jak się później okazało - nie odbył kary zawieszenia za czerwoną kartkę otrzymaną jeszcze w poprzedniej edycji europejskich rozgrywek pucharowych. W tej sytuacji Celtic złożył protest, a UEFA zdecydowała o przyznaniu Szkotom walkoweru (3:0). Oznacza to, że wynik dwumeczu się wyrównał, a awans - dzięki bramce zdobytej przy Łazienkowskiej - wywalczył Celtic.
To zdecydowanie za surowa kara. Te cztery minuty, które zagrał Bartek, niczego nie zmieniły. Uważam, że bardziej adekwatna w tym wypadku byłaby kara finansowa. Sportowo przecież zmiażdżyliśmy Celtic. Regulamin jednak jest regulaminem i ta sytuacja pokazuje, że trzeba go uważnie czytać i pilnować takich spraw - komentuje Saganowski.
Przyznaje, że wciąż trudno mu uwierzyć w taki rozwój wypadków. Jeszcze wczoraj mieliśmy zapewniony udział w głównej części rywalizacji Ligi Europejskiej i szansę na wyczekiwany w Polsce awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a dziś nie mamy nic... A co więcej, wygraliśmy z Celtikiem. Gdyby to była jakaś słabsza drużyna, to może mniej by bolało - podkreśla.
35-letni napastnik przyznaje jednak, że wraz z kolegami spodziewał się takiej decyzji. Już wracając samolotem do Polski do meczu rewanżowym dowiedzieliśmy się, że jest takie ryzyko. Przepisy mówią jasno - albo uniknęlibyśmy kary, albo walkower - mówi.
Podkreśla, że nie przypomina sobie, by kiedyś był już świadkiem podobnego przeoczenia. To ewenement na skalę europejską - ocenia.
Napastnik nie ukrywa żalu do osoby odpowiedzialnej za błąd, choć nie jest w stanie wskazać, kogo należy obwiniać za całe zamieszanie. Ten ktoś zaprzepaścił cały nasz wysiłek. My - piłkarze - zrobiliśmy ze swojej strony wszystko, by awansować - podkreśla.
Zawodnik ma też świadomość, że dla niego mogła to być jedna z ostatnich okazji na awans do rozgrywek grupowych LM. Wielka szkoda tej szansy, bo kolejna może się już nie zdarzyć... Ja oczywiście będę jednak wierzyć, że mi się to jeszcze uda - podsumowuje.
(edbie)