23-letni Vettel po raz pierwszy w karierze ukończył wyścig w Melbourne, wyprzedzając o ponad 22 sekundy Brytyjczyka Lewisa Hamiltona z McLaren-Mercedes. O ile bolid Niemca cały czas spisywał się bez zarzutu, o tyle mistrz świata z 2008 roku mniej więcej na półmetku miał kłopoty z odrywającą się podłogą. Podczas ostatniej zmiany opon technikom udało się jednak zabezpieczyć uszkodzony element.
Trzeci na finiszu, ze stratą ponad 30 sekund do triumfatora, był Rosjanin Witalij Pietrow z Renault. Za nimi finiszowali Hiszpan Fernando Alonso z Ferrari, Australijczyk Mark Webber z Red Bull-Renault i Brytyjczyk Jenson Button z McLaren-Mercedes.
Siódmy w swoim pierwszym starcie w Formule 1 był Sergio Perez z Sauber-Ferrari. Jest on pierwszym punktującym reprezentantem Meksyku od 1981 roku, kiedy udało się to Hectorowi Rebaque.
Dobry wynik Pietrowa wzbudził euforię w sztabie luksembursko-malezyjskiego teamu, który może się w tym roku włączyć do walki z trzema najlepszymi zespołami w stawce. Za sprawą nowatorskich rozwiązań technicznych takich jak przedni wydech powietrza, bolid stał się bardzo konkurencyjny. Ekipa ta jednak osłabiona jest brakiem doświadczonego Roberta Kubicy, który przebywa we włoskim szpitalu, gdzie trafił w lutym po groźnym wypadku w rajdzie.
Polaka zastępuje Niemiec Nick Heidfeld, który wypadł dziś poniżej oczekiwań, zajmując dopiero 14. pozycję. Podczas fetowania sukcesu Rosjanina w rękach kilku pracowników teamu pojawiły się kartki z napisami po polsku Robert, życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.
Kierowcę z Krakowa czeka kilkumiesięczna rehabilitacja i prawdopodobnie jeszcze operacje łokcia i dłoni, które najbardziej ucierpiały w wypadku. Nie wiadomo, kiedy Kubica wróci na tor.
Vettel i Hamilton od początku znajdowali się poza zasięgiem rywali, jednak za ich plecami toczyła się zacięta walka. Tuż po starcie Alonso pozwolił się zepchnąć Buttonowi na zewnętrzną część toru i spadł od razu z piątej na dziewiątą lokatę. Ich walkę wykorzystał Pietrow i awansował z szóstego na czwarte miejsce.
O piątą pozycję długo walczyli Brazylijczyk Felipe Massa z Ferrari i Button. Brytyjczykowi nie pomogło kilkakrotne użycie ruchomego tylnego skrzydła zmniejszającego opór powietrza. Skorzystał dopiero z kłopotów rywala z przyczepnością, spowodowanego zużyciem opon na 11. okrążeniu. Jednak mijając go ściął nieprzepisowo zakręt, za co został ukarany przymusowym przejazdem przez aleję serwisową.
Ostatecznie Massa minął linię mety na dziewiątym miejscu, przegrywając z Japończykiem Kamuim Kobayashim z Sauber-Ferrari. Ostatnim punktującym zawodnikiem był Szwajcarm Sebastien Buemi z Toro Rosso-Ferrari.
GP Australii okazała się pechowa dla teamu Mercedes. Żaden z jego bolidów nie ukończył rywalizacji. Podczas trzeciej wizyty w boksie z dalszej jazdy zrezygnował Niemiec Michael Schumacher, po przejechaniu zaledwie 23 rund. Chwilę później los siedmiokrotnego mistrza świata podzielił jego rodak Nico Rosberg, który wycofał się z powodu uszkodzeń, jakich doznał jego bolid po kontakcie z maszyną Rubensa Barrichello z Williams-Cosworth. Brazylijczyk też ostatecznie nie dotarł do mety. Na dziesięć okrążeń przez finiszem jego bolid uległ awarii.
Przed wyścigiem wszyscy obawiali się jak spiszą się opony firmy Pirelli, która wróciła do F1 po wieloletniej przerwie. Zużywały się nieco wolniej, niż sądzono, jednak widać, że wymagają częstszych zmian, niż używane wcześniej ogumienie Bridgestone'a.