Krytycznie decyzję w sprawie kolarza ocenia również szwajcarski prawnik Alexis Schoeb. Nie mamy do czynienia z klasyczną procedurą antydopingową, ale z procedurą Armstronga. Koncentrujemy się wyłącznie na nim i w zamian za korzystne dla śledztwa zeznania zgadzamy się na to, aby oszczędzić wielu innych sportowców przed tą wielką falą - podkreśla. Zaznacza również, że wielu byłych kolarzy, którzy ostatnio przyznali się do stosowania dopingu - jak np. były kolega Armstronga z ekipy US Postal, a dziś szef zespołu Garmin Jonathan Vaughters - skorzystało z zapisu o przedawnieniu niedozwolonych czynów po okresie ośmiu lat. Armstronga sądzono natomiast za jeszcze wcześniejsze czyny. Są dwie wagi, dwie miary - podkreśla Schoeb.
Francuski prawnik Jean-Jacques Bertrand zwraca natomiast uwagę na fakt, że USADA zrobiła dobry ruch, publikując na stronie internetowej swój liczący ponad tysiąc stron raport w sprawie Armstronga. Nikt się nie ośmiela teraz krytykować USADA z obawy, że będzie postrzegany jako obrońca Armstronga. Potrzeba jednak sędziów, którzy są ponad takie uczucia i którzy stosują prawo zgodnie z jego literą - mówi Bertrand, były sędzia Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu.
To właśnie ta instancja powinna - zdaniem Schoeba - rozpatrzyć sprawę amerykańskiego kolarza i wydać, jak w wielu innych przypadkach, ostateczny wyrok. Termin złożenia apelacji do trybunału w Lozannie mija za trzy tygodnie. Jak do tej pory żadna z upoważnionych stron - UCI, Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) ani sam Armstrong - tego nie zrobiła.