Do szpitala przewieziono dwóch strażaków, którzy podtruli się dymem w czasie gaszenia wielkiego pożaru rozlewni rozpuszczalnika przy ul. Pomorskiej w Łodzi. Życie mężczyzn - jak zapewniają lekarze - nie jest zagrożone. Nie ma też niebezpieczeństwa dla okolicznych mieszkańców - informuje reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka.

Strażakom udało się znaleźć źródło ognia, ale gaszenie potrwa jeszcze co najmniej kilka godzin. W tej chwili z pożarem walczy ponad 40 jednostek straży pożarnej.

Paweł Frątczak: Wiatr pomaga strażakom

Z uwagi na kierunek wiatru nie zachodzi potrzeba ewakuacji ludzi z pobliskich budynków. Wiatr pomaga strażakom, zwiewa dym nad pola, a nie nad strefę zamieszkałą przez ludzi - tłumaczy w rozmowie z dziennikarką RMF FM rzecznik Komendy Głównej Straży Pożarnej Paweł Frątczak. Zaznacza, że mieszkańcy okolicznych domów - a jest ich tam kilka lub kilkanaście - zostali powiadomieni. Strażacy proszą, aby ze względu na bezpieczeństwo pozamykali okna.

Objęte pożarem są dwa budynki magazynowe, w których znajduje się 20 zbiorników z rozpuszczalnikiem, każdy po 15 tysięcy litrów. Na placu znajdowało się z kolei kilkadziesiąt plastikowych pojemników, które mieszczą po tysiąc litrów chemikaliów.

Na początku pożaru było słychać eksplozje - wybuchało kilka zbiorników. Świadkowie mówią o huku i kulach ognia nad terenem zakładu.

Plastikowe pojemniki topiły się, a płonący rozpuszczalnik wylewał się na zewnątrz m.in. na ul. Pomorską. Był też niezwykle dramatyczny moment, gdy strażacy zostali prawie odcięci przez ogień i musieli wycofać się z terenu firmy.

Przyczyny wybuchu pożaru nie są znane.

Dodajmy, że całkowicie nieprzejezdna jest ulica Pomorska; zarówno od Nowosolnej, jak i z centrum Łodzi. Tak będzie przez najbliższe kilka godzin. Objazdami jeżdżą m.in. autobusy linii nr 54 i 54A.

Strażacy poinformowali, że oprócz budynków, w których magazynowany był rozpuszczalnik, prawdopodobnie spaliły się również trzy samochody: osobowy, dostawczy i cysterna.