Samotna, schorowana kobieta odwieziona do domu, bo w szpitalu zakończono leczenie, a w hospicjum nie było miejsca. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że pacjentka nie będzie miała sił, żeby wziąć leki.

zdj. ilustracyjne / Angelika Warmuth /PAP/EPA

To miała być rutynowa interwencja specjalnej sekcji Straży Miejskiej w Łodzi - Animal Patrol. Strażnicy dostali zgłoszenie o psie biegającym po podwórku i mieli złapać zwierzę - relacjonuje Piotr Czyżewski z Animal Patrol.

Gdy pojawili się na miejscu wezwania, okazało się, że pies zdołał uciec i dlatego chcieli skontaktować się z właścicielką. Była nią schorowana kobieta, która nie była w stanie samodzielnie zadbać o siebie i swoje zdrowie. Strażnicy widzieli silne leki oraz aparat do podawania tlenu. Starsza pani była wycieńczona i ewidentnie było widać, że nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Po rozmowie z sąsiadką funkcjonariusze wiedzieli, że chora jest samotna. Nie mogli w takiej sytuacji zostawić kobiety i wezwali na miejsce karetkę pogotowia - mówi Czyżewski - Nasza interwencja skończyła się z chwilą przekazania chorej pod opiekę ratowników medycznych.

Jednak w tym miejscu dopiero zaczyna się historia schorowanej kobiety. Jak opisuje "Dziennik Łódzki", dwa dni wcześniej panią Larysę odwieźli do domu sanitariusze, bo została wypisana ze szpitala, a nie było wolnych miejsc w hospicjum.

Kobieta walczy z zaawansowanym rakiem od kilkunastu miesięcy. Ostatnio była na oddziale tuszyńskim Centrum Leczenia Chorób Płuc i Rehabilitacji w Łodzi. Stamtąd została wypisana pod koniec września i odwieziona karetką do domu.

Pacjentka mogła sama chodzić. Zdaniem naszych lekarzy mogła samodzielnie przebywać i poruszać się po własnym mieszkaniu - wyjaśnia zastępca dyrektora ds. lecznictwa CLCPiR - Waldemar Kowalczyk, cytowany przez gazetę. We dwóch odprowadzili kobietę do domu. Spytali, czy wyprowadzić psa. Kobieta powiedziała, że może wtedy uciec. Więc nie wchodzili do mieszkania. Taką relację zdążyli przekazać mi telefonicznie pracownicy - dodaje Kowalczyk. Zapowiada równocześnie, że po wyjaśnieniu wszystkich aspektów sprawy - jeśli okaże się, że któryś z pracowników popełnił błąd - wyciągnie konsekwencje.

Gdy starsza pani została sama w domu, spadła z łóżka i już nie miała sił, żeby się podnieść - można przeczytać w "Dzienniku Łódzkim". Chora przez dwa dni była zdana tylko na pomoc sąsiadów. Tak było do chwili, gdy w jej domu pojawili się strażnicy miejscy z Animal Patrol. Ostatecznie pacjentka trafiła do szpitala na Stokach, a stamtąd do hospicjum w szpitalu św. Jana Bożego w Łodzi.

O sytuacji starszej, schorowanej kobiety napisał "Dziennik Łódzki".