"Nie jestem i nigdy nie byłem agentem służb specjalnych, co zostało potwierdzone przez IPN. Data mojego wyrejestrowania została wybrana przez oficera SB, wobec wcześniejszej odmowy współpracy "- napisał ambasador RP w Berlinie Andrzej Przyłębski w oświadczeniu przesłanym PAP. "Nie współpracowałem z SB ani przed, ani po moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii, co zostało potwierdzone przez Instytut Pamięci Narodowej. Data mojego wyrejestrowania została arbitralnie wybrana przez oficera SB, wobec mojej wcześniejszej kategorycznej odmowy współpracy (...) Nie jestem i nigdy nie byłem agentem służb specjalnych" - napisał dyplomata komentując doniesienia "Gazety Wyborczej".

Pod koniec października "GW" napisała, że ambasador RP w Berlinie Andrzej Przyłębski był tajnym współpracownikiem Służb Bezpieczeństwa, miał też współpracować z Urzędem Ochrony Państwa. Z kolei w poniedziałek "GW" podała, że ktoś z bliskich Przyłębskiego brał udział w typowaniu go na agenta SB. Jak pisze "GW", w jego otoczeniu działał rezydent o pseudonimie "Stanisław", który miał się włączyć w nakłonienie go do współpracy.

Sprawa TW „Wolfganga”. IPN nie skieruje do sądu sprawy oświadczenia lustracyjnego Przyłębskiego

Instytut Pamięci Narodowej nie skieruje do sądu sprawy oświadczenia lustracyjnego ambasadora Polski w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego. Pozostawi ją bez dalszego biegu. czytaj więcej

Według źródeł gazety, bezpieka postanowiła go pozyskać "bo miał wyjeżdżać na Zachód, gdzie działali wrogowie socjalizmu". Plan ten został zrealizowany w 1991 roku.

Wszystkie tezy zawarte w artykule Gazety Wyborczej pt. Uśpiony agent Wolfgang z dnia 20.11.2017 r. są całkowicie nieprawdziwe, stanowią bowiem bezpodstawne interpretacje informacji sporządzonych przez pracownika Służby Bezpieczeństwa - podkreślił Andrzej Przyłębski. Dodał, że nie wiedział, że w jego otoczeniu działał rezydent SB, "na co jednoznacznie wskazują informacje zawarte w teczce". Podkreślił, że jego teczka "nigdy nie była w tzw. zbiorze zastrzeżonym".

Zdaniem dyplomaty, autor poniedziałkowego artykułu w "GW", "po raz kolejny z pełną świadomością rozpowszechnia nieprawdziwe informacje". Fakt ten zmuszony jestem traktować w kategoriach zniesławienia i uporczywego nękania mojej osoby - podkreślił.

Teczka Wolfganga

10 marca IPN udostępnił teczkę personalną tajnego współpracownika o pseudonimie "Wolfgang", dotyczącą Andrzeja Przyłębskiego. Z dokumentów z lat 1979-80 wynika, że TW "Wolfgang" "został pozyskany do współpracy 11 czerwca 1979 r.". Jak podano, w celu "zapewnienia dopływu informacji operacyjnych dotyczących przejawów działalności antysocjalistycznej w środowisku studenckim w Poznaniu".

Sam Przyłębski mówił, że niewykluczone, że szantażowany, pod groźbą nie tylko odmowy wydania paszportu, ale także relegacji ze studiów za kolportaż pism antykomunistycznych, mógł podpisać jakieś zobowiązanie.

MSZ oświadczył wtedy, że nie ma informacji, by IPN podważył prawdziwość oświadczenia Andrzeja Przyłębskiego, w którym zaprzeczył on współpracy z SB. Resort zaznaczył, że przechodził on kilkakrotnie procedurę sprawdzającą.

(ug)