Już dziś mamy kilkadziesiąt ofert zatrudnienia. Zostały one specjalnie wybrane pod kątem pracowników Fiata. Poszukiwani są m.in. blacharz, lakiernik, mechanicy, elektrycy - powiedziała reporterce RMF FM Katarzyna Ptak, dyrektorka PUP w Tychach. Do urzędu zgłaszają się także pracodawcy spoza regionu - w tym firma z branży motoryzacyjnej, która chce zatrudnić ok. 70-80 osób.
Osoby, które przyszły na spotkanie dowiedziały się, że nie będzie specjalnego programu pomocy dla zwalnianych z Fiata. Nie zgodziło się na to Ministerstwo Pracy. Na razie PUP dysponuje 7 milionami złotych na pomoc dla wszystkich bezrobotnych z Tych i powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Trwają starania o dodatkowe 5 milionów złotych z rezerw Ministerstwa Pracy.
Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że wystąpi do Unii Europejskiej o zwrot pieniędzy przeznaczonych na pomoc zwalnianym pracownikom Fiata. Wniosek przygotowują śląski urząd wojewódzki wraz z marszałkiem. Warto skorzystać też z tej ścieżki i zwrócić się o zwrot pieniędzy, jakie przeznaczyliśmy na funkcjonowanie państwowych służb zatrudnienia - powiedział minister Kamysz.
Niska frekwencja na dzisiejszym spotkaniu możne wynikać między innymi z tego, ze sporo osób o tej porze jeszcze jest w pracy. Poza tym w ubiegłym tygodniu pracownicy pośredniaka dyżurowali w fabryce Fiata i sporo ludzi zagrożonych zwolnieniami skorzystało już z porad doradców zawodowych.
Ci, którzy przyszli liczyli przede wszystkim na informacje. Ja chyba kwalifikuję się do zasiłku przedemerytalnego i przyszłam dowiedzieć się czegoś więcej - usłyszała od jednej z kobiet Anna Kropaczek. Kilka osób chciało poznać konkretne oferty pracy. Nie brakowało też ludzi skłonnych wyjechać za granicę. Myślę, ze tam zdecydowanie szybciej coś znajdę. Tu nie widzę szans - mówili naszej reporterce.
Tyski samorząd przygotował specjalny pilotażowy program wsparcia dla osób zwalnianych z Fiata i firm kooperujących z nim, ostatecznie jednak resort pracy zdecydował, że pomoc będzie udzielana na ogólnych zasadach. Przedstawiciele ministerstwa zapewnili, że nie zabraknie na ten cel środków. Tyski urząd wnioskował o dodatkowe ponad 5 mln 164 tys. zł.
Pracę w tyskiej fabryce traci 1450 osób, czyli niespełna trzecia część załogi. Pracownicy, którzy zgodzą się na odejście za porozumieniem stron, otrzymają odprawy w wysokości od 9 do 18 miesięcznych pensji, w zależności od stażu pracy.
Z nieoficjalnych informacji tyskiego samorządu wynika jednak, że ok. 100 zwalnianych może nie przyjąć tych warunków. Wówczas otrzymają jedynie kodeksową, trzymiesięczną odprawę, ale mogą np. zgłosić swoje roszczenia w sądach pracy.