"Jestem troszkę zaskoczony komunikatem Komisji Europejskiej w sprawie zbilansowania emisji CO2. (…) Nawet kanclerz Merkel mówi, że nie należy zaostrzać rygorów klimatycznych" – powiedział wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski, Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM. "Nie da się zrezygnować z kwestii węglowych w naszych gospodarkach" – dodał Tobiszowski przed rozpoczynającym się w poniedziałek szczytem klimatycznym w Katowicach. Komisja Europejska chce w ciągu 30 lat do zera zredukować CO2. "Dla nas będzie to praktycznie nierealne do zrealizowania" - podkreśla.

"Pierwszy reaktor elektrowni atomowej? Chcemy go mieć na 2034 rok, bo to nam jest bardzo potrzebne w systemie" - mówił w internetowej części rozmowy Grzegorz Tobiszowski. Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM podkreślał, że "w opinii publicznej w Polsce pojawia się większość Polaków, która akceptuje (budowę elektrowni atomowej - red.)". "Jeżeli pokazujemy, że atom nie jest kosztem czegoś, odnawialna energia nie jest kosztem węglówki, węglówka nie jest kosztem odnawialnej, tylko w tym systemie wszyscy mają swoją rolę i są sobie potrzebni, to na to się inaczej patrzy" - tłumaczył zmianę nastrojów społecznych. Nie chciał jednak zdradzić dokładnej lokalizacji inwestycji.

Wiceminister energii był też pytany o Wojciecha Kałużę, radnego Koalicji Obywatelskiej na Śląsku, który zdecydował się przejść do PiS. "Zaczyna się bardzo pozytywnie odbudowywać" - ocenił Tobiszowski. Podkreślał, że transfer samorządowca nie powinien być zaskoczeniem dla liderów KO. "Pan Kałuża przekazał informację w tygodniu poprzedzającym obrady Sejmiku, że on wspomniał swoim włodarzom na Śląsku, że on obiera inną drogę. I dostali ten sygnał. (...) We wtorek, przed podpisaniem porozumienia, na pewno informację włodarze Nowoczesnej mieli" - stwierdził.


Krzysztof Ziemiec, RMF FM: Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii jest naszym gościem. Dzień dobry panie ministrze, witamy w studio RMF-u.

Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii: Dzień dobry panie redaktorze, dzień dobry państwu.

Posłuchaj rozmowy Krzysztofa Ziemca z Grzegorzem Tobiszowskim

W poniedziałek w Katowicach rozpoczyna się arcyważny klimatyczny szczyt, na który Komisja Europejska przybywa z bardzo ambitnym planem: w ciągu 30 lat chcą do zera zredukować CO2. Zero CO2 to zero węgla. Niezły prezent dla górników na Barbórkę.

To prawda, że zaburzenia są bardzo rygorystyczne. Jestem troszkę zaskoczony tym komunikatem, dlatego że wiem, jak on powstawał. To nawet kanclerz Merkel i minister gospodarki branżowy wypowiedział się, że nie należy zaostrzać rygorów klimatycznych, że nie da się zrezygnować z kwestii węglowych w naszych gospodarkach.

Czyli ten plan jest niemożliwy do zrealizowania?

Jeśli chodzi o polską gospodarkę, to trudno dzisiaj tak mocno prognozować, bo jest duża dynamika zmian. Natomiast proszę zobaczyć, że mamy w budowie nowoczesne bloki: Jaworzno, Opole, Ostrołęka. I to są naprawdę najnowocześniejsze bloki w Europie o wysoko sprawnych parametrach.

Powiedzmy naszym słuchaczom, że plan rządowy jest zupełnie inny, bo plan rządowy ogłoszony tydzień temu zakłada, że do 2030 roku CO2 redukcje o 30 proc. A tutaj mamy zero procent. Co powiemy w Katowicach przedstawicielom Komisji?

Myśmy do tego COP-u przygotowywali się od wielu miesięcy. Od pół roku dyskutowaliśmy na różnych konferencjach. I ważne na tych konferencjach było to, kto był na tych konferencjach. Był to świat nauki, różnych instytutów, profesorów z różnych uczelni, świat menedżerów zarządzających w sektorze energetycznym, górniczym, strona społeczna została zaproszona...

Ja wrócę do pytania: czy plan jest niemożliwy do realizacji?

Panie redaktorze już odpowiadam... Zaproponowaliśmy, by właśnie na COP24 dokonać pewnej oceny. Bo myślę, że ważne, żeby politycy - i my w Polsce, ale i w Europie, w świecie - zadali sobie pytanie: czy te miliardy euro, które myśmy do tej pory wydatkowali na walkę z ociepleniem klimatu, w ogóle z czystością powietrza, czy one dają efekty. Bo trzeba też mierzyć siłę na zamiary.

Ja wiem, my gonimy Europę, to prawda. Mieliśmy wieloletnie zapóźnienie.

Ale nie, Europa też, panie redaktorze. Ale ja mam co innego na myśli. Ja mam na myśli, że Europa stawia rygorystyczne założenia, natomiast my mamy udział niespełna 10 proc. Chiny, Stany Zjednoczone, Indie, Indonezja...

Wrócę do pytania. Komisja chce redukcje do zera. Co powiemy od poniedziałku w Katowicach przedstawicielom Komisji?

Że dla nas będzie to praktycznie nierealne do zrealizowania, nie dlatego że my nie chcemy jako Polska, nie dlatego że chcemy być inni jako Polska, tylko dlatego że my pewne uwarunkowania mamy. I historyczne uwarunkowania, które zastaliśmy...

No to będzie znów konflikt z Komisją. Kolejny.

Ale panie redaktorze, ja przywołuje nieprzypadkowo panią kanclerz Merkel, nie tylko Polska będzie miała z tym problem. Bo ja nie chce mówić o konflikcie tylko o problemie, który te założenia przed nami stawiają. Ja myślę, że jest to śmiałe prognozowanie aż 30 lat do przodu. Oczywiście, że założenia ważne byśmy sobie stawiali w gospodarce, ale proszę zobaczyć, jaka jest dynamika technologii. Może się okazać, że my możemy się zbliżać do pewnych parametrów, tylko cóż z tego, że Europa sobie postawi zero emisyjności, jeśli inne kraje tego nie zaakceptują? I co się dzisiaj dzieje, my redukujemy udział węgla, ale w Europie rośnie zakup węgla z zewnątrz. I tu zaczynamy bardzo mocno z Niemcami rozmawiać, z Hiszpanią, że to zaczyna być takie nielogiczne...

Czyli górnicy mogą spać spokojnie, na Barbórkę nie będzie żadnych drastycznych zmian? Czy my wszyscy możemy spać spokojnie, teraz myślę o cenach prądu?

Faktycznie dużym wyzwaniem jest, abyśmy w Polsce - i to nie będę mówić, że w innych krajach też, bo mówimy o Polsce - zapanowali nad mechanizmami, które mogą wpływać nam na podwyżki cen energii.

Miało ich nie być. Ja pamiętam premiera w tym studiu, ponad miesiąc temu zapewniał, że podwyżek cen prądu w Polsce nie będzie, że nie są planowane.

Takie były komunikaty z podmiotów energetycznych. Natomiast my dzisiaj przygotowujemy pewien program osłonowy. Myśmy już wcześniej o nim rozmawiali, że gdyby pojawiły się pewne zjawiska, to przygotowywaliśmy pewne propozycje, i co chcemy zrobić. Chcemy wyszczególniając poszczególne grupy, bo wiemy, że są osoby indywidualne - inna cena energii; małe, średnie - inna cena energii; duży przemysł energochłonny ma inne ceny. A więc dla indywidualnych odbiorców, dla przysłowiowego Kowalskiego, jak też dla małych i średnich firm. Będziemy wspierać możliwe ewentualne podwyżki, żeby one nie były podwyżkami znaczącymi.

Czyli Kowalski nie odczuje tego, ale zakłady produkcyjne zarżniecie.

Nie panie redaktorze, dlatego że przygotowywane jest rozporządzenie dotyczące firm energochłonnych. Chcemy na wzór innych krajów Europy - już od dłuższego czasu energochłonni nam zwracali na to uwagę, że w konkurencji tej europejskiej, światowej gdzie inne kraje, jak Francja, Niemcy wspierają te podmioty energochłonne, bo to są miejsca pracy, to są podmioty, które mają wpływ na rozwój gospodarczy, one są wspierane, jeśli chodzi o cenę energii - i teraz mamy już wypracowane rozporządzenie z innymi resortami i ono będzie wchodziło z początkiem nowego roku w życie, a więc tu też będzie ten element ochronny. I wsparcie pójdzie budżetowe, panie redaktorze, bo ktoś zawsze powie: no tak ale skąd pieniądze. No właśnie budżetowe, a dlaczego? Bo opłaty CO2 wpływają do budżetu i my chcemy - tak jak w innych krajach - te środki zawrócić do ochrony...

Chciałem pana zapytać, dlaczego rząd nie lubi energii odnawialnej, ale patrzę na zegarek i chyba to już zrobię w tej części internetowej, a w tej dla słuchaczy jeszcze spytam: czym przekonał na Śląsku Prawo i Sprawiedliwość Wojciech Kałuża?

Myślę, że wspólnie żeśmy się przekonali do tego, że fundamentem tego, co chcemy robić, coś co mi jest bardzo bliskie i z tego, co też pan Wojtek Kałuża, obecny wicemarszałek oparł swoją decyzje to to, że mamy realizować duży projekt historyczny, projekt dla Śląska, związany z programem dla Śląska, gdzie jest 56 miliardów założonych środków...

To jest wersja oficjalna, ale nieoficjalna. "Polityka" pisze ostatnio, że przekupiliście Wojciecha Kałużę stanowiskiem dla jego żony w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.

Nie panie redaktorze. Prawdą jest, że to ja byłem tym, który miał kontakt z panem Kałużą, tym który z nim rozmawiał. Jeśli by ktoś popatrzył, co robi jego małżonka, że ona dzisiaj opiekuje się dziećmi, bo jest na urlopie...

No ale za jakiś czas już wróci do pracy.

Nie panie redaktorze, proszę to śledzić i gwarantuję państwu, że takiej decyzji nie będzie. Pan Kałuża miał być w KGHM. Ktoś by pomyślał, że nie można łączyć wicemarszałka z byciem w zarządzie KGHM. A więc ja nazwałem to w sejmiku: każdy sądzi po sobie. Ja chcę powiedzieć tak, że pan Wojtek Kałuża rzeczywiście przyjął propozycje bycia wicemarszałkiem i tak się stało. Wicemarszałek odpowiedzialny za sprawy gospodarcze. I jeśli możemy mówić o tym, co wpłynęło, to właśnie to, że będzie odpowiadał za część gospodarczą w województwie śląskim. To mu pozwala też realizować swoją osobowość.

Na jego głowę posypały się gromy, bardzo brzydkie słowa, został często obrażany. Jerzy Polaczek, znany pewnie panu polityk ze Śląska mówi, że Wojciech Kałuża powinien mieć policyjną ochronę ze względu na hejt.

Ja myślę, że pewne baczenie jest. Z tego co wiem, to wojewoda - jako organ - bardzo roztropnie tam patrzy na te rzeczy i myślę, że też jest zaangażowany, bo rzeczywiście nie godzi się, żeby w sporach, które są zawsze w demokracji, przekraczać pewne granice. Jakbyśmy popatrzyli wstecz, to takie zdarzenia nie są przecież pierwsze. Ja myślę, że tutaj stała się rzecz wbrew pozorom bardziej elegancka niż wcześniej.