"Zagłosowałbym za tą kandydaturą (Mariana Banasia na szefa NIK-u) w tych okolicznościach, w których wówczas w trakcie tego głosowania się znajdowaliśmy. Wówczas tych wątpliwości nie było. Gdyby one były, być może to głosowanie byłoby odłożone i ta decyzja też byłaby odłożona" - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk. Podkreślił, że pojawiające się w ostatnich dniach pod adresem Mariana Banasia zarzuty są "medialne na razie", a decyzję prezesa NIK o udaniu się na bezpłatny urlop nazwał "trafną". Dopytywany, czy sprawa Mariana Banasia nie jest dla PiS obciążeniem w kampanii wyborczej, Szymon Szynkowski vel Sęk odparł: "Nie, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość ma w tej sprawie jasne standardy. (…) Prezes Kaczyński powiedział: ‘Nie ma świętych krów’ - i to w każdym przypadku się potwierdza".

O wsparciu USA ws. zwrotu wraku Tu-154M: "Poczekajmy, być może i na to przyjdzie czas"

"Z tego, co wiem, to była rozmowa między ministrami" - tak Szymon Szynkowski vel Sęk opisał okoliczności, w jakich szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz złożył stronie rosyjskiej propozycję ws. zwrotu wraku Tu-154M.

Minister ujawnił ostatnio w wywiadzie dla "Wprost": "Zaproponowałem szefowi rosyjskiego MSZ-etu, by wrak tupolewa wrócił do Polski, ale pozostał pod specjalną obserwacją Rady Europy, a Rosja miałaby do niego dostęp".

Jaka była odpowiedź?

"To jest pytanie dobre do ministra Czaputowicza" - stwierdził Szynkowski vel Sęk na naszej antenie. "Wiemy, jakie jest stanowisko Rosji w tej sprawie. Wrak cały czas nie jest zwracany" - dodał.

Jak zaznaczył: "My takich jasnych sygnałów do strony rosyjskiej, że ta sprawa powinna być rozwiązana, wysyłaliśmy więcej, natomiast jak dotąd Federacja Rosyjska (...) nie respektuje".

Dopytywany, czy w tej sprawie Stany Zjednoczone wsparły nas jakimś wyraźnym ruchem, wiceszef MSZ odparł: "Poczekajmy, być może i na to przyjdzie czas".

Wizyta Donalda Trumpa w grudniu lub styczniu? "Tak można to rozumieć"

"Deklaracji co do konkretnych terminów nie ma, natomiast myślę, że ta deklaracja jest do zrealizowania w nieodległym czasie. Oznacza to, że to będzie koniec tego roku lub początek przyszłego" - tak natomiast Szymon Szynkowski vel Sęk odpowiedział w internetowej części rozmowy na pytania o możliwą wizytę Donalda Trumpa w Polsce.

Dopytywany przez Pawła Balinowskiego, czy prezydent USA może przylecieć do naszego kraju w grudniu lub styczniu, stwierdził: "Tak można to rozumieć".

"Mam nadzieję, że to będzie perspektywa kilku miesięcy" - dodał.

O reparacjach: W relacjach z Niemcami "nie powinno być tematu tabu"

W rozmowie wiceszef MSZ odniósł się również do kwestii reparacji od Niemiec, o które ma zabiegać polski rząd.

"One są niezabliźnioną raną. Po II wojnie światowej Polska szczątkowo tylko otrzymała zadośćuczynienie za krzywdy i straty materialne poniesione w trakcie wojny. To jest wielka niesprawiedliwość i mamy prawo na tę niesprawiedliwość wskazywać i domagać się uczciwości i sprawiedliwości" - przekonywał Szynkowski vel Sęk.

Pytany, czy po ew. zwycięstwie w wyborach PiS nadal będzie domagać się od rządu w Berlinie zadośćuczynienia, wiceminister odparł: "Nie wyobrażam sobie, żeby temat, który jest dla nas ważny, nagle stał się po wyborach tematem tabu. To nie są zasady PiS. W polityce zagranicznej (...), w relacjach partnerskich, które chcemy utrzymywać z Niemcami, nie powinno być tematu tabu".

Szymon Szynkowski vel Sęk w Popołudniowej rozmowie w RMF FM. Posłuchaj!

Paweł Balinowski: Czy zagłosowałby pan jeszcze raz za kandydaturą Mariana Banasia na szefa NIK-u?

Szymon Szynkowski vel Sęk: Tak, zagłosowałbym za tą kandydaturą, w tych okolicznościach, w których wówczas w sprawie tego głosowania znajdowaliśmy się. Wówczas tych wątpliwości nie było. Gdyby one były, być może to głosowanie byłoby odłożone i ta decyzja też byłaby odłożona. Tak jak dzisiaj jest decyzja Mariana Banasia, że idzie na urlop - to jest trafna decyzja. 

Ale czy wiedząc to, co pan wie dzisiaj - w sytuacji głosowania w Sejmie, podniósłby pan rękę za?

Myślę, że wówczas konieczność by była odłożenia tej decyzji. 

Czyli wydaje się panu, że wtedy głosowania by nie było? Czyli widzi pan potrzebę rezygnacji pana ministra Banasia? 

Nie, myślę, że ta decyzja podjęta przez ministra Banasia, że idzie na urlop do czasu wyjaśnienia sprawy, to jest trafna decyzja. 

Ale zarzuty są poważne...

Ale medialne na razie.

Na razie tylko medialne. Ma pan zaufanie w tej sprawie do służb? Bo pan minister Suski zaufania pełnego do służb nie ma, jak ogłosił niedawno. 

Ja mam w tej sprawie zaufanie do służb. CBA będzie badać oświadczenie majątkowe pana ministra Banasia i liczę, że wyjaśni tę sprawę.

Wyjaśni szybko tę sprawę, jeszcze przed wyborami?

No, do wyborów nie ma aż tak dużo czasu, więc trudno mi powiedzieć, czy dość złożona sprawa, jaką jest kontrola oświadczenia majątkowego, jest w stanie być wyjaśniona w ciągu 2 tygodni. Natomiast na pewno ta sprawa musi się doczekać wyjaśnienia, jestem przekonany, że się doczeka. 

Mówi pan o kontroli oświadczenia majątkowego, a tutaj problemy są inne. Problemy być może kontaktu z po prostu przestępcami... Czy nie powinna się zająć tą sprawą prokuratura pod tym kątem?No ale tutaj mamy tylko zarzut medialny dotyczący tego, że wedle relacji reporterskich, jedna z osób, która ustalono, że była to osoba karana, zadzwoniła i rzekomo podjęła rozmowę  z ministrem Banasiem. Nie wiemy tego na pewno...

Ale tę rozmowę potwierdził pan minister Banaś. Pan minister powiedział: Tak, rozmawiałem wtedy z tym człowiekiem. 

Powiedział, że odebrał telefon, nie podjął dalszej rozmowy, że nie rozmawiał dalej. No chciałbym, żeby to wszystko zostało zweryfikowane. To powinno być wyjaśnione.

Jeżeli powinno być wyjaśnione, to czemu nie ma jeszcze śledztwa prokuratury?

Bo nie ma tutaj zarzutu o charakterze kryminalnym. No śledztwo musiałoby dotyczyć jakiejś kategorii zarzutu. Jak rozumiem, na razie takich zarzutów nie ma.

Czy jeśli chodzi o kampanię wyborczą, która trwa, to nie jest to obciążenie dla PiS? Sprawa ministra Banasia?

Nie, ponieważ PiS ma w tej sprawie jasne standardy. Tzn. jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości, wówczas jest decyzja o tym, że osoba pełniąca ważną funkcję publiczną, oddaje się do dyspozycji, w tym przypadku idzie na bezpłatny urlop i do czasu wyjaśnienia tych zarzutów na tym urlopie pozostaje. Jeżeli zarzuty potwierdziłyby się, oczywiście z tego też trzeba będzie wyciągnąć wnioski. 

I to wyborcom PiS wystarcza na ten moment. Jak pan rozmawia z wyborcami...

Jak sądzę ten wysoki standard, z którego my jesteśmy znani, od miesięcy jest czymś za co PiS jest cenione, bo tak postępowaliśmy niezależnie od tego, kogo sprawa dotyczyła. Prezes Kaczyński powiedział: nie ma świętych krów i to w każdym przypadku się potwierdza.

Zmieniając temat. Ilu klientów upadającego Neckermanna jest teraz za granicą?

Oceniamy, że na dzień wczorajszy, jeżeli chodzi o polskich klientów, to było 3600 osób. Osoby zgłaszające problemy, to jest zdecydowanie mniejsza grupa osób. Do MSZ-tu wpłynęło kilkanaście takich osób. Z czego na infolinię, która uruchomiliśmy wczoraj około południa, takich zgłoszeń wpłynęło niespełna 10.

Czyli problemów zbyt wielu nie ma. A czy przewidujecie, że one mogą się pojawić?

Sytuacja jest dynamiczna, więc oczywiście jesteśmy przygotowani. Służby konsularne cały czas działają i sprawdzają, czy obywatele polscy mogą liczyć na świadczenia z jednej strony - ze strony ubezpieczyciela Allianz, czyli firmy, która ubezpieczała Neckermanna, z drugiej strony - ze strony Urzędu Marszałkowskiego. Jeżeli okazuje się, że ta pomoc jest niewystarczająca, konsulowie są do dyspozycji, nie tylko w konsulatach, co chciałem podkreślić, ale również na miejscu. Odwiedzają turystów, negocjują z hotelami, jeżeli jest taka potrzeba.

Również turyści mogą się skontaktować, prawda, pod specjalnym numerem telefonu?

Oczywiście, jest specjalna infolinia, a też konsulowie oczywiście bezpośrednio na miejscu odbierają telefony po to, żeby informować o przysługujących turystom prawach. Konsulowie są od tego, żeby świadczyć pomoc polskim obywatelom.

Manie ministrze, pana szef, minister Czaputowicz, powiedział dwa dni temu w wywiadzie dla "Wprost": "zaproponowałem szefowi rosyjskiego MSZ-tu, by wrak Tupolewa wrócił do Polski, ale pozostał pod specjalną obserwacją Rady Europy a Rosja miałaby do niego dostęp". Jaki charakter miała ta propozycja? To była rozmowa telefoniczna, to było oficjalne pismo?

To wynika z rezolucji Rady Europy, która jasno wezwała do tego, że wrak Tu-154, który jest własnością państwa polskiego, powinien wrócić do Polski, bo nie ma dzisiaj uzasadnienia, żeby on pozostawał na terenie Federacji Rosyjskiej. Z tego co wiem, to była rozmowa między ministrami.

Dobrze, czy była jakaś odpowiedź? Bo skoro to była rozmowa między ministrami, to jaka była odpowiedź ministra Ławrowa?

To jest pytanie do ministra Czaputowicza, wiemy jakie jest stanowisko Rosji w tej sprawie. Ten wrak cały czas nie jest zwracany. Ale to jest w tej chwili to jest też nierealizowanie rezolucji Rady Europy a to ważne, bo Polska postawiła tę sprawę na poziomie europejskim i tej chwili to nie jest spór polsko-rosyjski, tylko spór Rady Europy z Rosją.

Czyli stanowiska Rosji - ta rozmowa między ministrami - nie zmieniła, na tę chwilę?

My takich rozmów i takich jasnych sygnałów do strony rosyjskiej, że ta sprawa powinna być rozwiązana, wysyłaliśmy więcej. Natomiast, jak dotąd, Federacja Rosyjska, to wynika też w ogóle z charakteru polityki prowadzonej przez Federację Rosyjską, nie respektuje, głęboko nad tym ubolewamy, to jest sytuacja nie do zaakceptowania nie tylko dla Polski, ale dla wszystkich tych państw, które wchodzą właśnie w skład Rady Europy i wsparły rezolucję, która jasno domaga się od Rosji zwrotu wraku.

A czy jakieś ruchy ze strony USA, jakieś wyraźne wsparcie, apel do Rosjan może być?

Poczekajmy, być może i na to przyjdzie czas.

W czym się pan nie zgadza z Donaldem Trumpem i jego administracją?

(śmiech) Można by poszukiwać takich elementów, w których jestem nieco zdystansowany do pewnych gestów administracji amerykańskiej. Na przykład z takich drobniejszych spraw, ale to naprawdę drobne sprawy, nie byłem entuzjastą tego, że na ambasadzie amerykańskiej zawisły tęczowe flagi swego czasu. Wydaje mi się, że tutaj ja mam w tej sprawie inne zdanie. Chociaż akurat one zawisły nie w kontekście wspierania wprost ruchu LGBT, tylko sprzeciwiając się karaniu karnemu, w kodeksach karnych, osób o skłonnościach homoseksualnych. Ale w różnych kontekstach takie gesty mogą być różnie odczytywane, więc ja krytycznie oceniałem ten gest.

To takie stwierdzenie - bardzo definitywne - pana prezydenta Andrzeja Dudy: "Nie ma takich tematów, w których byśmy nie mieli wspólnego stanowiska z Donaldem Trumpem". Czy uważa pan, że to było dyplomatycznie zręczne stwierdzenie?

Bo rzeczywiście jest tych tematów bardzo, bardzo niewiele. Sam pan widzi, że ja musiałem chwilę pomyśleć, zanim... I w gruncie rzeczy jest to temat...

Ale przyzna pan, że są takie tematy. 

W gruncie rzeczy wskazałem, że jest to temat bardzo drobny. Na agendzie relacji polsko-amerykańskich rzeczywiście w zdecydowanej większości i spraw gospodarczych, i spraw dotyczących bezpieczeństwa, i oceniania geopolityki, także spojrzenia na przykład na tematy regionalne - temat rozszerzenia UE o Bałkany Zachodnie, dzisiaj miałem okazję spotkać się z zastępcą ambasadora USA. Rozmawialiśmy o tych kwestiach. Mamy w zasadzie w 100 proc. zbieżne spojrzenie.