"Myślę, że byłoby to dla mnie bardzo trudne, bo to jest kwestia wewnętrznej decyzji. Ja rozumiem zdenerwowanie i napięcie młodzieży. Sądzę, że tutaj, gdyby władze nie ustąpiły - powinno być porozumienie z wyższymi uczelniami, to znaczy przesunięcie przyjmowania na uczelnie. Matura wiąże się z dalszą przyszłością młodych ludzi. Tutaj trzeba by zwrócić się do rektorów uczelni o uwzględnienie tej sytuacji, że wydanie świadectw, matura, będzie w jakimś sensie opóźniona. Myślę, że trzeba by pertraktować nad przesunięciem tego terminu, natomiast nie ustępować - jak już się zaczęło strajkować, to nie można go nagle zawieszać” - powiedziała w Popołudniowej rozmowie w RMF FM dr Krystyna Starczewska, pedagog i prezeska Krajowego Forum Oświaty Publicznej.

Filozof została też zapytana o znaczenie strajku nauczycieli. Jeśli chodzi o strajk, to poza tym niepokojącym momentem, w który  się teraz znaleźliśmy, ten strajk może się przyczynić - nawet niezależnie od rozwiązania -  do ukazania społeczeństwu, że edukacja jest czymś niesłychanie ważnym i nauczyciel, jako ten, który tę edukację prowadzi, jest także człowiekiem, który powinien być otoczony szacunkiem. Ten strajk otwiera oczy społeczne na znaczenie edukacji - powiedziała pedagog.

Starczewska o reformach minister Zalewskiej: Trzeba je odwrócić

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marcin Zaborski pytał swojego gościa o to, czy wyobraża sobie, że po wyborach nowy rząd mógłby cofnąć reformy oświatowe PiS. "Oczywiście, je trzeba odwrócić w wielu momentach" - stwierdziła Krystyna Starczewska. Prezeska Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej uznała, że "nie będzie chodziło o to, żeby dosłownie powrócić do tego, co było przed (reformami - red.), ale żeby poprzedzić to taką prawdziwą, głęboką debatą, jakiej szkoły chcemy". "Trzeba będzie prawdopodobnie zmienić system, ale na taki, który będzie i wady poprzedniego, i skrajne wady tego nowego spokojnie niwelował. (...) Nie możemy pozostać w tym, co jest, bo to co jest, jest - jak sami widzimy - destrukcyjne" - oceniła. 

"Młody człowiek, który pracuje w tak ważnej dziedzinie, jak nauczanie i wychowanie młodzieży i zarabia niecałe dwa tysiące na rękę, nie ma ochoty iść do takiego zawodu" - mówił gość RMF FM. "Coraz mniej, w tej chwili drastycznie mało studentów chce podjąć się pracy nauczycielskiej" - dodała. "Po reformie Zalewskiej, przyglądając się sytuacji w Polsce w momencie kiedy zapanował chaos, zobaczyliśmy, że ten prestiż spada coraz bardziej. Są nauczyciele, którzy żeby mieć etat, muszą pracować w trzech albo w czterech szkołach, bo w jednej szkole nie mają pełnego etatu. Są nauczyciele zwolnieni z pracy z powodu tych przeobrażeń, bo zlikwidowano gimnazja" - wymieniała wady obecnego systemu Starczewska.

Gość: Krystyna Starczewska



Marcin Zaborski, RMF FM: Dr Krystyna Starczewska. Polonistka, pedagog, Prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej, współtwórczyni pierwszego Społecznego LO Bednarska w Warszawie. Pani doktor, dopuszcza pani taką myśl, że strajk nic nie da i że nauczyciele nie wywalczą niczego więcej, ponad to, co już obiecał rząd?

Dr Krystyna Starczewska, Prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej: Oczywiście jest to możliwe. To w jaki sposób rząd reaguje na to, świadczyłoby o tym, że nie chce ustąpić ani o pół centymetra. Przecież te powtórne rozmowy wracały do punktu wyjścia. ZNP ustąpił, zmniejszone te żądania, a z tamtej strony nie padło żadne.

Patrzy pani na strajk i jako nauczycielka, i jako była dyrektor szkoły - byłaby pani dzisiaj w stanie strajkować, nawet, jeśli oznaczałoby to, że maturzyście w pani szkole nie dostaną ocen końcowych i nie będą mogli przystąpić do egzaminu?

Myślę, że byłoby to bardzo trudne, bo to jest kwestia wewnętrznej decyzji. Ja rozumiem zdenerwowanie i napięcie młodzieży. Ja sądzę, że tutaj powinno być - jeżeli władze by nie ustąpiły - porozumienie z wyższymi uczelniami. To znaczy przesunięcie przyjmowania na uczelnie. Matura się łączy z przyszłością tych młodych ludzi, więc sądzę, że tutaj trzeba by np.  zwrócić się do rektorów uczelni o uwzględnienie tej sytuacji, że  wydanie świadectw, matura, będzie w jakimś sensie opóźniona. I tak zajęcia na uniwersytetach rozpoczynają się dopiero w październiku i myślę, że trzeba pertraktować nad przesunięciem tego terminu. Natomiast nie ustępować, bo jak już się zaczęło strajkować, to nie można nagle tego strajku zawieszać.

Tu uczniowie mówią, że zagraniczne uczelnie nie poczekają na polskich uczniów, którzy ewentualnie będą mieli kłopot z maturą. Pytanie, jak im wytłumaczyć, że w tym roku będą mieli kłopot z dostawaniem się na studia albo, że w ogóle nie napiszą matur, bo tych ocen może nie być.

Oczywiście, to jest bardzo trudna sprawa, myślę, że to jest dla każdego uczącego, któremu zależy na przyszłości jego uczniów sprawa jest bardzo, bardzo taka drastycznie trudna.

No i przewodniczący Rady Dzieci i Młodzieży przy MEN mówi dzisiaj tak: "Nie zgadzamy się na formę protestu, w wyniku której istnieje realne zagrożenie, że uczniowie zmarnują rok swojej nauki. Warto wziąć sprawy w swoje ręce i do tego nie dopuścić".

Ale idąc wcześniej można by to odwrócić i powiedzieć: nie zgadzamy się na taką reakcję władz kraju i ministerstwa edukacji, która może zagrozić uczniom właśnie tymi konsekwencjami, o których mówimy. Teraz to jest sprawa stwierdzenia -  że tak powiem - przecież tutaj wystarczyłaby dobra wolna i taki jakiś elementarny sposób właściwego rozwiązywania spraw, żeby do tego nie doszło, prawda? Było wiadomo, że matura jest zagrożona i wiadomo było, że władza powinna zdawać sobie z tego sprawę, a nie odsuwać całkowicie rozwiązanie tego problemu.

Jedna i druga strona sięga po ten sam argument, kiedy słuchamy tego sporu - dobro ucznia, dobro dziecka. Dzisiaj na przykład apel środowisk młodzieżowych skierowany do ZNP zawiera takie zdanie: "W rozmowach na temat edukacji dobro ucznia powinno zawsze stać na pierwszym miejscu". Jednocześnie, nauczyciele mówią: "my strajkujemy dla dobra ucznia, dla dobra młodego człowieka". Pytanie tylko, o jakie dobro może w przypadku maturzysty chodzić?

W przypadku maturzysty jest to sprawa bieżąca. Chodzi o to, aby on nie przekreślił swoich planów dotyczących przyszłej kariery, swoich planów, dotyczących przyszłej kariery, dotyczących przyszłej edukacji. No i dlatego jest to takie trudne, ale tutaj, że tak powiem, no wiadomo było, że strajk w tym momencie jest robiony. I wiadomo było, że jest konieczność wyjścia na przeciw tym strajkującym.

Zachęcałaby pani nauczycieli, by jednak zawiesili strajk i zorganizowali rady pedagogiczne , na których zakończą naukę uczniom kończącym szkołę?

Tak, tak. Zarówno ZNP jak i nauczyciele traktują to zagrożenie, jako taki jeden z głównych atutów, prawda? Taki który możne.. No bo zawsze szuka się czegoś, co będzie takim mocnym.. No a tutaj bardzo to jest trudna i ciężka sytuacja. Natomiast wydaje mi się, jeśli chodzi o sam strajk, to poza tym niepokojącym momentem, w którym się teraz znaleźliśmy, ten strajk może się przyczynić nawet niezależnie od rozwiązania do ukazania społeczeństwu, że edukacja jest czymś niesłychanie ważnym. I że nauczyciel, jako ten, który tą edukacje prowadzi jest także człowiekiem, który powinien być otoczony szacunkiem. Także, ten strajk otwiera oczy społeczne na znaczenie edukacji.

To o to społeczeństwo zapytam. Dr Krystyna Starczewska jest naszym gościem.  Szef ZNP pisał kilka dni temu do nauczycieli tak: " Nie jesteśmy w tej walce sami! Są z nami rodzice, są nasi uczniowie, studenci, są pracownicy innych branż, lekarze, pracownicy LOT-u, artyści, naukowcy, dziennikarze itd. " Owszem są ale są też tacy, którzy nie są z nauczycielami.

Ale oczywiście, no bo w tej chwili największą, że tak powiem problemem polski jest podział społeczeństwa. To znaczy  jest tak, że tutaj rzeczywiście  nasze społeczeństwo jest podzielone, prawda? I tutaj sądzę, że jednym z takich elementów strategicznych władzy, która nie reagowała na ten protest nauczycielski, a nawet w pewien sposób go lekceważyła, czy obrażała nauczycieli. Jest to takie potwierdzenie tego podziału i to jest fatalna zupełnie sprawa. Bo skłócone społeczeństwo nie może rozwiązać ważnych dla niego problemów.

Psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński mówi w "Newsweek’u" tak: nie ma żadnej solidarności z nauczycielami. Gdyby była, mielibyśmy strajki solidarnościowe, ale PiS wie, że ich nie będzie.

To znaczy solidarność jest, to świadczą o tym, te wyjścia na ulice i te zbiorowe protesty w rozmaitych miejscach. Teraz na przykład ten fundusz "wspieramy nauczycieli". Ponad 6 milionów ludzie wpłacili. Czyli nie jest to mało, jeśli chodzi o prywatne wpłaty. Jest bardzo dużo emerytów, którzy deklarują, że ten prezent tą 13stkę od Jarosława, przeznaczą właśnie na wsparcie strajkujących. Czyli nie można powiedzieć, że nie ma wsparcia. Ale oczywiście nie jest to wsparcie pełne.

Kilka milinów złotych z jednej strony dużo, z drugiej strony ktoś powie mało. Bo jak to przeliczyć na każdego strajkującego nauczyciela to wyjdzie jakieś 10 złotych na osobę wsparcie.

Nie. No to zależy. Nie na każdego, bo nauczyciele należący do ZNP będą dofinansowani przez ZNP. Więc to chodzi tylko o tych nauczycieli, którzy nie są zrzeszeni w związku. No i chodzi za te dni, za które nie dostana wypłaty.

I do kogo te pieniądze trafią pani doktor? Bo jest pani w komitecie społecznym, który będzie czuwał nad rozdziałem tych pieniędzy.

Te pieniądze trafią do niezrzeszonych w ZNP nauczycieli, którym odebrane zostaną świadczenia.

Do wszystkich?

No to zależy ile tych pieniędzy będzie, no na razie to jest kilka dni. No zobaczymy. 

Jak to podzielić? Jak dotrzeć do osób, które naprawdę tych pieniędzy potrzebują? Jak będziecie to robić?

Ja myślę, że tam będą na miejscu jakieś działania, które pomogą to ustalić. Mnie jest trudno powiedzieć tutaj z Warszawy, jak dotrzeć do kogoś, kto mieszka gdzieś tam na Dolnym Śląsku.

Pytam dlatego, że jest pani jedną z osób wskazywanych jako grupa, która będzie nad tym czuwać.

Tak. Będzie czuwać nad tym, żeby to się rozchodziło właściwie, żeby były kompetentne informacje o sytuacji poszczególnych nauczycieli. Liczymy jeszcze na to, że się da zebrać więcej pieniędzy tak, żeby za te dni strajkowe tym, którym odbiorą te świadczenia, po prostu wyrównać. To nie będą żadne duże sumy, ale to będą sumy wyrównujące to, co zostanie im odebrane. I jednak to, że ludzie na to wpłacają, także sporo emerytów właśnie tę "trzynastkę" zdecydowało się przekazać, to świadczy o tym, że jest w Polsce sporo ludzi popierających te żądania nauczycieli. Myślę, że też są ludzie, którzy popierają nie tylko te żądania płacowe nauczycieli, ale którzy są zdenerwowani demontażem szkoły, tym chaosem, który zapanował po reformie, tak zwanej "dobrej zmianie", wprowadzanej przez PiS.