Chorwacja to jeden z tych krajów Unii Europejskiej, który ma obecnie najwyższą stopę inflacji. Z danych Eurostatu wynika, że w grudniu ceny wzrosły tam o 4,5 procent. Konsumenci powiedzieli "dość".
Tygodniowy bojkot w Chorwacji rozpoczął się w czwartek. Organizatorzy wezwali klientów, by nie robili zakupów w wybranych supermarketach, a ich pracownicy robili wszystko możliwie wolno. W mediach społecznościowych zachęcano do powstrzymywania się od kupowania napojów gazowanych, wody butelkowanej oraz płynów do mycia naczyń. Inicjatorzy akcji zaapelowali też o powstrzymanie się od jakichkolwiek zakupów w piątek.
Akcję poparły towarzystwa ochrony konsumentów, związki zawodowe i opozycyjne partie polityczne. Nie sprzeciwił się jej rząd.
Wezwanie spotkało się z powszechnym odzewem. Akcja zredukowała obroty piątkowego handlu o połowę - wynika z danych, jakie podał chorwacki urząd podatkowy.
W rezultacie akcji rząd wprowadził maksymalne ceny na kilkadziesiąt produktów. Również jedna z działających w Chorwacji międzynarodowych sieci supermarketów ogłosiła obniżkę cen 250 produktów.
Pomysł dotyczący bojkotu podchwycono w innych krajach: Serbii, Czarnogórze, Słowenii, Macedonii Północnej i Bośni i Hercegowinie. Tam również organizacje konsumenckie i związki zawodowe wezwały do protestu.
W części tych państw akcję poparły partie opozycyjne, a nawet rządy. W Czarnogórze akcję poparł premier Milojko Spajić. Tamtejsze władze wezwały sieci do rezygnacji z części zysków.
W Macedonii Płn. bojkot wsparło stowarzyszenie konsumentów, rząd i opozycja. Część obywateli uważa, że bojkot będzie nauczką dla handlarzy, inni twierdzą, że bez kar podwyżki cen będą kontynuowane - poinformowała macedońska telewizja Sitel.
Z masowym odzewem protest spotkał się w Bośni i Hercegowinie oraz Serbii, gdzie supermarkety świeciły pustkami - nawet te znajdujące się w pobliżu największych zakładów pracy.
Rzadko gdzie działa więcej niż jedna kasa, nawet w największych sklepach - relacjonował serbski dziennik "Danas".