Policjanci zabezpieczający majowe uroczystości w Warszawie z udziałem rosyjskiego ambasadora Siergieja Andriejewa, podczas których dyplomata został oblany farbą - mogą spać spokojnie. Jak dowiedział się reporter RMF FM, prokuratura nie zamierza w żaden sposób wyjaśniać, czy należycie wypełniali swoje obowiązki.

Śledczy nie mają najmniejszych zastrzeżeń dotyczących zachowania funkcjonariuszy chroniących dyplomatę w Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich. Z komendy stołecznej policji otrzymali wszelkie materiały dotyczące tego zajścia do oceny prawno-karnej.

Po ponad dwóch miesiącach wszczęli śledztwo dotyczące jedynie ataku na ambasadora. Teraz okazało się, że ani w tym postępowaniu, ani w żadnym odrębnym nie badają wątku niedopełnienia obowiązków przez mundurowych. To dziwne, bo wielu ekspertów i byłych policjantów twierdzi, że prokuratura powinna szczegółowo się tym zająć - zauważa reporter RMF FM Krzysztof Zasada.

Policjanci na radzieckim cmentarzu nie zareagowali, gdy jedna z aktywistek oblała ambasadora farbą. Jakiekolwiek działania podjęli kilkadziesiąt sekund później - przy drugim ataku.

Rozmówcy reportera RMF FM zwracają uwagę, że taka spowolniona reakcja w przypadku ataku na przykład żrącą substancją, czy niebezpiecznym narzędziem, mogła doprowadzić do tragedii.