"Ekspedycja, gdy opuszczała bazę, zostawiła po sobie bezwzględny porządek" - tak Piotr Tomala, szef Programu Polski Himalaizm Zimowym 2016-2020 im. Artura Hajzera komentuje nagranie, które wczoraj ukazało się w internecie. Kanadyjski podróżnik i fotograf Jean-Pierre Danvoye opublikował film nagrany 21 czerwca, na którym widać górę śmieci zostawioną na terenie polskiej bazy pod K2.

Śmieci w polskiej bazie pod K2, fot. Facebook Jean-Pierre Danvoye /Zrzut ekranu

"W związku z nagraniem, które pojawiło się dzisiaj w internecie pokazującym w opłakanym stanie obozowisko i depozyt po Zimowej Wyprawie na K2, chcemy przede wszystkim przeprosić za zaistniałą sytuację. Ekspedycja, gdy opuszczała bazę, zostawiła po sobie bezwzględny porządek" - napisał w oświadczeniu na Facebooku Piotr Tomala. Jak zapewnił, wszelkie śmieci były uprzątnięte i przygotowane w szczelnie zamkniętych worach, dobrze zabezpieczonych przed warunkami atmosferycznymi. "Niestety prawdopodobnie część worów została splądrowana. Nie wiemy przez kogo. Obecnie wyjaśniamy sytuację z pakistańskim Agentem" - dodał Tomala.

Jak podkreślił, film został nagrany 21 czerwca. "Agent pakistański zapewnił nas, że w połowie lipca pod K2 pojawiła się ekipa w pełni posprzątała wszystko, co zostało tam zostawione" - oświadczył Tomala. "Chcemy zapewnić, że zależy nam na jak najszybszym wyjaśnieniu sytuacji. Naturalne piękno gór zawsze powinno priorytetem, jak również zachowywanie porządku oraz czystości po każdej ekspedycji" - zapewnił.

Do sprawy odniósł się również członek wyprawy Adam Bielecki. "Nasza wyprawa pozostawiła za sobą w bazie większą część sprzętu i wyposażenia w tym śmieci. Te, odpowiednio popakowane i zabezpieczone, miały być zniesione latem za co odpowiedzialna była nasza agencja" - napisał na swoim profilu na Facebooku. "Zdjęcie zostało zrobione w czerwcu i pokazuje ze część z pozostawionych worków została zniszczona a śmieci rozrzucone. Nie wiemy, czy to za sprawą zwierząt, czy też ludzi. Ważne jest to, że wszystkie śmieci zostały w lipcu zniesione, a teren uprzątnięty" - podkreślił.

Jean-Pierre Danvoye, publikując wpis o bałaganie zostawionym w bazie Polaków, napisał: Wstydźcie się. Później, w zaktualizowanym wpisie, zamieścił oświadczenie Tomali, pisząc: "Dobre wiadomości z Polski".

Polacy próbowali jako pierwsi zdobyć K2 zimą. Z końcem grudnia 2017 roku pod wodzą Krzysztofa Wielickiego do Karakorum wyruszyli: Maciej Bedrejczuk, Adam Bielecki, Jarosław Botor (ratownik medyczny), Marek Chmielarski, Rafał Fronia, Janusz Gołąb, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Piotr Snopczyński (kierownik bazy), Piotr Tomala, Dariusz Załuski (filmowiec) i Denis Urubko. Na miejscu dołączyło do nich czterech pakistańskich wspinaczy.

Pod koniec stycznia Urubko uczestniczył wspólnie z Bieleckim, Tomalą i Botorem w akcji ratunkowej na Nanga Parbat (8126 m). Udało im się ocalić francuską alpinistkę Elisabeth Revol, natomiast jej partner wspinaczkowy Tomasz Mackiewicz pozostał na wysokości ok. 7200 m.

Z początkiem lutego z powodów rodzinnych do kraju musiał wrócić Botor, a dwa tygodnie po nim Fronia, u którego doszło do pęknięcia przedramienia w wyniku uderzenia samoistnie spadającym kamieniem w trakcie podchodzenia do obozu pierwszego na 5900 m drogą Basków. Nieco wcześniej w podobny sposób urazu twarzy doznał podczas wspinaczki do "jedynki" Bielecki, który po kilkudniowej przerwie powrócił do działalności górskiej.

Po tych wypadkach Wielicki podjął decyzję o przeniesieniu działalności górskiej na klasyczną drogę pierwszych zdobywców przez tzw. Żebro Abruzzi. Na początku marca podjęto decyzję o powrocie do Polski - ze względu na silne opady śniegu, rosnące zagrożenie lawinowe oraz niekorzystną prognozę pogody do końca zimy.

K2 było wcześniej atakowane zimą tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

(mpw)