Dyrektorzy mniejszych szpitali oraz część diagnostów laboratoryjnych chce, by wyceny zostały na stałym poziomie. Dzięki temu - według nich - właściciele laboratoriów dalej będą mieć motywacje, by wykonywać badania.
Z kolei szpitale powiatowe, które testy i tak muszą wykonywać pacjentom, nie będą musiały do nich dopłacać i w ten sposób zwiększać zadłużenia. Tak zależności wycen testów na koronawirusa wyjaśniał dziennikarzowi RMF FM dyrektor Szpitala Powiatowego w mazowieckim Garwolinie, wiceprezes Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych Krzysztof Żochowski.
Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska na pytanie naszego reportera, dlaczego wyceny się zmniejszają, tłumaczył, że odczynniki do badań są coraz łatwiej dostępne.
W tej chwili, na rynku ceny testów spadły, jeśli chodzi o odczynniki. Trzeba urealnić ceny, które są sprzed wielu, wielu miesięcy, kiedy testów na rynku nie było - przekonywał wiceminister zdrowia.
W Krajowej Izbie Diagnostów Laboratoryjnych nasz dziennikarz ustalił, że nowe wyceny wywołały niepokój. Z drugiej strony, jako krok w dobrą stronę oceniają uwolnienie rynku tak, by testy w kierunku Covid-19 mogły wykonywać wszystkie laboratoria, a nie tylko wybrane.
Diagności czekają na uzasadnienie nowych wycen z Agencji Oceny technologii Medycznych i Taryfikacji. Gdy je dostaną, możliwe będą dalsze interwencje w tej sprawie.
Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych wystąpiła do AOTMiT o szczegółowe informacje, na jakiej podstawie wycena została stworzona i kto w tym procesie uczestniczył. Najwięcej wątpliwości wywołuje wycena tak zwanych szybkich testów w szpitalach, które wprowadzono po to, żeby zakażony pacjent szybciej trafił na oddział szpitalny. Oczekiwania na wynik takiego testu trwa od 40 minut do 3 godzin.