Do przeprowadzania ataku przyznała się Narodowa Armia Republikańska. Ma się składać z "rosyjskich aktywistów i polityków" przeciwnych Kremlowi. "Ogłaszamy prezydenta Putina uzurpatorem władzy i przestępcą wojennym, który zmienił konstytucję, rozpoczął bratobójczą wojnę pomiędzy słowiańskimi narodami i wysłał rosyjskich żołnierzy na pewną i bezsensowną śmierć. Trumny dla jednych, pałace dla innych - oto sens jego polityki" - czytamy w oświadczeniu. Władze rosyjskie szybko ustaliły sprawcę zamachu. Ma nim być obywatelka Ukrainy, która wjechała do Rosji z 12 letnią córką. Bombę detonowała zdalnie, po czym wyjechała do Estonii. Abrakadabra!
Napadając na Ukrainę, Putin zapewne nie brał pod uwagę takiego obrotu sprawy. W ciągu 48 godzin miało być po wszystkim - zwykły blitzkrieg. Tymczasem pół roku później front stoi w miejscu, płoną rosyjskie bazy na Krymie, a w zamachach bombowych pod Moskwą giną cywile. Największym ciosem dla Rosjan miały być zamknięte restauracje McDonalda i kłopoty z częściami zamiennymi do luksusowych samochodów. Sankcje? Jakie znowu tam sankcje! Drwili w telewizji kamerdynerzy cara. Rosja otworzy się na daleki Wschód i wszystko rozejdzie się po kościach. Propagandyści postraszą świat nuklearną zagładą, Zachód się przestraszy i da za wygraną.
Samochód, którym jechała Daria Dugina, spłonął doszczętnie na oczach jej ojca. Ten nie zamienił się jednak w Hioba. "Była piękną, ortodoksyjną kobietą. Patriotką, dziennikarką i filolożką. Moja córka złożyła ofiarę na ołtarzu zwycięstwa!" - napisał w wydanym przez siebie oświadczeniu. Choć nie odmawiam mu prawa do przeżywania straty, rodzą się pytania: ilu jest jeszcze jest takich ślepców? Jak długo zwolennicy Putina będą wysysali sobie z oczodołów ścięte białko. Jakiego kataklizmu trzeba, by potępili zbrodnie i akty bestialstwa popełnione w Ukrainie? Aleksander Dugin żyje. Stał się Abrahamem złego boga. Tej winy nie odkupią żarliwe oświadczenia.
W najbliższą środę Ukraina obchodzić będzie Dzień Niepodległości - kolejną rocznicę oderwania się od sowieckiego cycka. Ten sam dzień odkreśli sześć miesięcy od rozpoczęcia wojny. Na głównej ulicy w Kijowie ustawiono spalone rosyjskie czołgi i transportery opancerzone. Zwiezione zostały z przedmieść miasta. Posłusznie rdzewieją i czekają na rozkaz, który nigdy nie padnie. Potem nie ruszą z miejsca, by nie przejechać wzdłuż nieistniejącej trybuny, na której nie będzie Putina. Nie o takiej defiladzie marzyli mandaryni na Kremlu, posyłając armię przez granicę, która wciąż uparcie istnieje i jest świadkiem. Ukraina o niej nie zapomniała. Ukraińcy także.