Razem z kobietami protestującymi dzisiaj przed Sejmem przyszła do mnie myśl. Złota myśl, która aż krzyczy z powyższego cytatu: to my musimy się zmienić. Wprowadzenie parytetu, sztucznych granic nam: na nic. To nie pogłębienie demokracji, a nowy model walki matriarchatu z patriarchatem. Walki na miny, nie działanie.
Nawet jeżeli będziemy miały zagwarantowane 35 proc. czy nawet 50 proc. miejsc na listach, to czy będziemy potrafiły zawalczyć o miejsca będąc: wytresowane do bierności, bierne, gdy byłyśmy spychane na drugi plan ?
Nikt nie może nas zepchnąć z piedestału, tak samo jak na niego wstawić; albo same tam wejdziemy, albo nikt za nas tego nie zrobi. Zatem: nie walczmy o parytety, tylko o kobiety spełnione, pewne swoich decyzji, siebie samych i miejsc na listach.
Tą krótką odezwą DO KOBIET wracam do wirtualnej rzeczywistości, w której zamierzam mówić głównie o płci żeńskiej. O naszych potrzebach, problemach, wzlotach i upadkach. Jest jedno małe ALE...
Nie zrobię tego bez Was. Dlatego piszcie, pytajcie, a ja pomogę nadać tym pytaniom bieg. Wprost do odpowiedzi.