Gra toczy się o polski przemysł
ETS to unijny system opłat za emisję CO₂. Jego zasady mają bezpośredni wpływ na rachunki za energię i koszty funkcjonowania przemysłu. Chodzi o „być albo nie być” hut, cementowni, zakładów chemicznych czy nawozowych, a więc tysięcy miejsc pracy i miliardowych inwestycji.
Dziesięć państw już teraz przypomina Komisji Europejskiej także o ETS2, planowanym podatku od paliw i transportu. Sygnatariusze listu ostrzegają, że Europejczycy nie powinni być obciążani nowymi kosztami klimatycznymi w obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej.
„Europejscy obywatele nie powinni być obecnie obciążani nowymi podatkami klimatycznymi w obecnych warunkach gospodarczych i geopolitycznych” – napisano w liście.
List to wspólna inicjatywa Polski i Włoch, przygotowywana od kilku miesięcy. Dokument podpisały: Polska, Włochy, Grecja, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Cypr i Estonia. To właśnie w najbliższych dwóch dniach zapadną ostateczne decyzje dotyczące projektu, który Komisja Europejska ma przedstawić 17 lipca.
Europa ma znowu być potęgą przemysłową
W liście dziesięć państw przekonuje, że reforma ETS powinna odpowiadać nowym wyzwaniom gospodarczym.
„System, który sprawdził się jako narzędzie ograniczania emisji CO₂, powinien teraz stać się elementem rodzącej się unijnej polityki przemysłowej” – napisano w dokumencie.
Autorzy apelują o „pragmatyczną i sprawiedliwą reformę ETS, której celem będzie odbudowa Europy jako potęgi przemysłowej”.
Przemysł nie może uciekać z Europy
Najważniejszy postulat dotyczy złagodzenia tempa ograniczania emisji.
„Obecny system, który wymaga od energetyki i przemysłu osiągnięcia niemal zerowej emisji już do 2039 roku, będzie prowadził do wypychania przemysłu poza Europę” – czytamy w liście.
Dlatego sygnatariusze domagają się wydłużenia ścieżki redukcji emisji i dostosowania systemu ETS bliżej 2050 roku.
Jak dowiedziała się korespondentka RMF FM w Brukseli, ostateczna wysokość liniowego współczynnika redukcji, który decyduje o tempie zmniejszania liczby uprawnień do emisji CO₂, ma zostać uzgodniona dosłownie w ostatniej chwili na najwyższym szczeblu Komisji Europejskiej. To właśnie ten element reformy jest z punktu widzenia Polski najważniejszy, bo od niego zależy, jak szybko będą rosły koszty dla energochłonnego przemysłu i jak długo system ETS będzie funkcjonował.
Darmowe uprawnienia to konieczność, a nie nagroda
Jednym z głównych postulatów jest utrzymanie darmowych uprawnień dla energochłonnego przemysłu.
„Darmowe uprawnienia nie są nagrodą, lecz koniecznym mechanizmem chroniącym europejski przemysł przed ucieczką emisji poza Unię Europejską” – podkreślają autorzy dokumentu.
Dziesięć państw domaga się także zmiany zasad przyznawania darmowych uprawnień do emisji CO₂. Chcą, by przemysł nie tracił tego wsparcia, dopóki nowy system ochrony przed tańszym importem spoza Unii nie zacznie skutecznie działać.
Tańsza energia i większa elastyczność
Koalicja apeluje również o większe uwzględnienie różnic między państwami członkowskimi, takich jak miks energetyczny czy poziom rozwoju gospodarczego.
Domaga się także większej przewidywalności cen uprawnień do emisji.
„Cena emisji CO₂ powinna być przewidywalna, odporna na spekulacje i na poziomie umożliwiającym utrzymanie konkurencyjności europejskiej gospodarki” – napisano w liście.
Odpowiedź na kraje broniące obecnego ETS
List jest także odpowiedzią na działania państw, które chcą utrzymania obecnego systemu, a nawet jego zaostrzenia. Kilka dni temu apel do Komisji Europejskiej w tej sprawie skierowało siedem państw członkowskich, a następnie własny list wysłali także premierzy Szwecji i Finlandii. List ma także pokazać, ze po stronie krajów chcących złagodzenia ETS jest więcej krajów, a wręcz istnieje mniejszość blokująca w Radzie UE.
Sama mniejszość blokująca nie oznacza, że państwa zamierzają blokować każdą propozycję Komisji. To przede wszystkim polityczny sygnał: jeśli ich postulaty zostaną zignorowane, mają wystarczającą siłę, by zablokować ostateczne decyzje. Innymi słowy, pokazują Komisji Europejskiej, że w nadchodzących negocjacjach dysponują mocnymi kartami.
Negocjacje między państwami członkowskimi rozpoczną się po przedstawieniu projektu przez Komisję Europejską 17 lipca i zapowiadają się na jedne z najtrudniejszych unijnych rozmów klimatycznych ostatnich lat.