Pożar wybuchł w piątek po południu. Sytuację dodatkowo komplikuje zmieniający się wiatr, który utrudnia walkę z ogniem i sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się płomieni.
Król Filip na miejscu tragedii
Skala katastrofy poruszyła całą Belgię. Król Filip zdecydował się przerwać wakacje i przyjechał na miejsce pożaru, by spotkać się ze strażakami i służbami walczącymi z żywiołem. Obecność monarchy ma być wyrazem wsparcia dla wszystkich zaangażowanych w akcję ratunkową oraz dla mieszkańców dotkniętych regionów.
Król chce również osobiście ocenić rozmiary zniszczeń w największym rezerwacie przyrody w kraju.
Międzynarodowa pomoc i ewakuacje
Do walki z pożarem zmobilizowano strażaków z całej Belgii. Wsparcie nadeszło również z zagranicy – Holandia, Czechy i Szwecja wysłały swoje jednostki w ramach unijnego mechanizmu ochrony ludności, który Belgia aktywowała w obliczu zagrożenia.
Ogień był na tyle groźny, że konieczna była ewakuacja dwóch belgijskich wsi: Sourbrodt i Buetgenbach. Swoje domy musiało opuścić łącznie aż 600 osób. Strażakom udało się ochronić zabudowania przed ogniem, jednak w niedzielę mieszkańcy nie mogli jeszcze wrócić do swoich domów.
Wczoraj wieczorem nakaz ewakuacji otrzymali również mieszkańcy po niemieckiej stronie granicy. Wiatr przenosił płomienie w kierunku Monschau – niewielkiego miasteczka tuż przy granicy z Belgią.
Trudne warunki i niepewna przyszłość
Mimo że w nocy z niedzieli na poniedziałek nad regionem przeszły opady deszczu, ogień nadal tlił się w torfowiskach Hautes Fagnes. Służby pozostają na miejscu i nieustannie monitorują sytuację, by zapobiec ponownemu rozprzestrzenianiu się pożaru. Dowódca straży pożarnej Karim Bouarfa przyznał w rozmowie z agencją Reuters, że nigdy nie wyobrażał sobie pożaru na taką skalę w Belgii.
Tegoroczna fala upałów i susza są wyjątkowo dotkliwe dla zwykle deszczowej Belgii. Poziom wody w rzekach i kanałach spadł do krytycznie niskiego poziomu, a władze regionu stołecznego Brukseli już pod koniec lipca apelowały do mieszkańców o oszczędne gospodarowanie wodą.
Największy pożar w historii kraju
Dotychczas największym pożarem w Belgii był ten z 2011 roku, kiedy spłonęło 1,4 tysiąca hektarów. Obecny kataklizm niemal dwukrotnie przekroczył tamten bilans. Skutki pożaru dla lokalnej przyrody i społeczności będą odczuwalne przez długie lata.
Belgowie z niepokojem patrzą na przyszłość, zastanawiając się, czy ekstremalne zjawiska pogodowe staną się nową normą.