Na pytanie odpowiem za chwilę, jednak chcę zaznaczyć, że nie chodzi mi o kolejny tzw. shitstorm dotyczący wyższości jednego sportu nad drugim. To durne! Problem w tym, że aktywność w mediach nie implikuje dobrej lub złej gry. Przykład? Proszę bardzo.
Trener siatkarzy Vital Heynen zorganizował dla dziennikarzy trening w Atlas Arenie. Z dziennikarzami stanęli na boisku siatkarze z kadry, m.in. Damian Schulz, który kilkanaście tygodni później miał na szyi medal mistrzostw świata.
Z tymi wstrętnymi pismakami bardzo chętnie spotykają się też lekkoatleci. Nasze doskonałe, ozłocone biegaczki, startujące w sztafecie 4x400 metrów, z miłą chęcią wypowiadały się przed startem czy po starcie. Adam Kszczot po ostatnim czempionacie cierpliwie stał i odpowiadał na pytania, dopóki nie zaspokoił ciekawości wszystkich. Lekkoatleci na konferencjach chętnie poświęcają dziennikarzom czas i nie ma to żadnego wpływu na ich starty.
Mało? Spójrzmy na skoczków! W każdy weekend w sezonie męczą się z pismakami, którym cierpliwie odpowiadają na każde, nawet najgłupsze pytanie. Wyniki są, co pokazuje m.in. przykład mistrza olimpijskiego - Kamila Stocha.
Na koniec jeszcze przytoczę przykład Kajetana Kajetanowicza, który przenigdy nie odmówił nagrania, a nawet sam chętnie odwiedza studia telewizyjne i radiowe. Pozwala dziennikarzom wsiąść do rajdówki! Jaki wpływ mieli na jego wyniki dziennikarze? Ano żaden! Facet wsiadł w auto i zdobył 3 mistrzostwa Europy z rzędu, a teraz z powodzeniem walczy w klasie WRC-2.
Dziwnym trafem dziennikarze przeszkadzają tylko piłkarzom. Może to specyfika dyscypliny. Może dziennikarze wyjątkowo źle traktują piłkarzy. A może to szukanie winnego, kiedy winy nie potrafi się znaleźć w sobie?