Zarzut narażenia syna na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia usłyszał 34-letni mieszkaniec Kostrzyna Nad Odrą w woj. lubuskim. 10-miesięczny chłopiec we wtorek trafił do gorzowskiego szpitala. Miał obrażenia głowy.

Chłopczyk przebywa na obserwacji w szpitalu (zdj. ilustracyjne) /Piotr Bułakowski /RMF FM

Po wstępnych oględzinach lekarskich było podejrzenie, że dziecko mogło paść ofiarą przemocy domowej. Dotychczasowe ustalenia wskazują jednak na nieszczęśliwy wypadek. Zarówno matka, jak i ojciec dziecka twierdzą, że chłopczyk spadł z kanapy. Sąsiedzi rodziny zaprzeczają, by w tym domu dochodziło do aktów przemocy - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Roman Witkowski.

Rzecznik dodał, że ojciec dziecka usłyszał zarzut narażenia syna na niebezpieczeństwo, ponieważ opiekował się dzieckiem w chwili wypadku. Grozi za to kara do trzech lat więzienia. Mężczyzna przyznał, że dziecko spadło z kanapy, kiedy na chwilę przysnął.

Chłopca we wtorek wieczorem przywiozło do szpitala pogotowie, które wezwała jego 23-letnia matka. Kobieta mówiła, że urazy na głowie wynikają z upadku z kanapy. Stan dziecka był dobry, ale z uwagi na uraz głowy mały pacjent wymaga kilkudniowej obserwacji. Teraz przebywa na oddziale chirurgii dziecięcej.

Badania wykazały, że dziecko ma pęknięcie na czaszce. Lekarze, podejrzewając, że obrażenia mogą być następstwem znęcania się, powiadomili o sprawie policję. Zaraz po zgłoszeniu ze szpitala policjanci zatrzymali tam matkę, a w mieszkaniu w Kostrzynie nad Odrą 34-letniego konkubenta kobiety - ojca dziecka.

Kobieta podczas przesłuchania w charakterze świadka mówiła, że syn doznał obrażeń głowy w wyniku upadku z kanapy. Po złożeniu zeznań została zwolniona do domu. Jej wersję wydarzeń potwierdził ojciec dziecka.

Wobec rodziny nie była wszczęta procedura tzw. Niebieskiej Karty zakładanej w przypadkach podejrzeń o stosowanie przemocy domowej. 

(mpw)