Ostatnie tygodnie odwróciły o 180 stopni prognozy dla rynku walutowego. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku ekonomiści niemal jednogłośnie twierdzili, że najpóźniej w połowie 2009 r. złoty zacznie się trwale umacniać. Cena euro miała spaść do 3,6-3,9 zł. Hasło „to dobry moment na kredyty we frankach” stało się bardzo popularne. Tymczasem parę dni później zaczął się 30-dniowy rajd, w którym złoty stracił do euro kolejne 70 gr. Dlatego dziś coraz więcej ekonomistów nie wierzy w nadchodzące umocnienie naszej waluty.
Już od kilku tygodni widać, że nie ma zbyt wielu argumentów, które mogłyby świadczyć o zbliżającym się umocnieniu złotego. Pojawiają się natomiast kolejne czynniki osłabiające naszą walutę – mówi ekonomista Invest Banku. Według Tomasza Kaczora, głównego ekonomisty BGK, głębsze umocnienie złotego to raczej perspektywa roku przyszłego niż obecnego. Być może pod koniec 2009 r. pokaże się światełko w tunelu i nasza waluta zacznie odrabiać straty, ale będzie to umacnianie bardzo mozolne i niewielkie. Do tego czasu spodziewam się natomiast dalszego osłabiania. Możemy nawet testować rekordowe historycznie poziomy, czyli około 4,90 zł za euro – mówi Tomasz Kaczor.