Strzały oddał jeden z marynarzy w czasie przeglądu broni pokładowej. To karabin kalibru 7,62 milimetra i naprawdę niewiele brakowało, żeby skutki incydentu były tragiczne. Na prawdopodobnej linii ostrzału znalazły się budynki portu Gdynia, trzy statki obcych bander i bałtycka baza masowa - wyjaśnia prokurator Marek Majewski z Prokuratury Garnizonowej w Gdyni.
Dochodzenie przejęli Amerykanie, bo tak nakazuje umowa państw NATO z 1951 roku. Materiały zebrane przez żandarmerię wojskową są jednak także w rękach polskich prokuratorów. Posłuchaj relacji reportera RMF FM Wojciecha Jankowskiego: