Fachowcy podkreślają, że to muszą być urządzenia niewymagające obsługi przez ludzi. Załoga atakowanego statku ma się chować w bezpieczne miejsce, a nie podejmować walkę z piratami. Dlatego część armatorów tradycyjne węże pożarowe zastępuje zdalnie sterowanymi armatkami. Ale są i bardziej wyrafinowane metody, np. pokrywanie burt i pokładu statku śliskim błotem.
Piraci są boso i na takiej powierzchni tracą równowagę. Testowano też urządzenia ogłuszające dźwiękiem, ale piraci zaczęli używać zatyczek do uszy, dlatego teraz rozważane jest oślepianie światłem lasera, albo zarzucanie sieci, w które zaplączą się silniki motorówek. Pomysłów jest wiele, ale żaden nie rozwiązuje źródeł piractwa, czyli biedy w Afryce.