Chorzy na alzheimera mogli od marca płacić mniej za długodziałające plastry, które pozwalają zastąpić zwykłe tabletki. Mogli, ale - jak ustalił reporter RMF FM Mariusz Piekarski - mimo gotowości do rozmów firm farmaceutycznych resort zdrowia nie podjął negocjacji. Plastry dla chorych na alzheimera od stycznia kosztują 270 złotych. Na poprzedniej liście refundacyjnej kosztowały 90.

Bezczynność resortu zdrowia oznacza, że osoby opiekujące się chorymi na alzheimera muszą rezygnować z terapii opartej na plastrach. Tymczasem dla 20-30 procent dotkniętych tą chorobą plastry transdermalne są jedyną szansą na podanie leku. Ci chorzy nie mogą przyjmować tabletek doustnie albo z powodu urojeń odmawiają przyjmowania leków - mówi Alicja Sadowska ze Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera. Rodziny stosują wszelkie metody; kruszą lek, choć nie powinny. Przemycają w serku, w budyniu, w gęstej zupie. Chory wszystko wyczuje, wszystko wypluje, nie ma mowy, żeby przyjął lek - opowiada.

W takich wypadkach plastry są właściwie jedynym sposobem na spowolnienie choroby lub złagodzenie jej skutków. Bo o leczeniu alzheimera nie ma mowy - dodaje Sadowska. Takie leczenie do 1,5 roku przedłuża normalne funkcjonowanie. Jak się cierpi na chorobę nieuleczalną, która nas zmieni w sposób dramatyczny i odbierze nam wszystko, to to jest straszliwie dużo - podkreśla.

Firma farmaceutyczna chciała rozmawiać, resort zdrowia ignorował prośby

Wśród cierpiących na alzheimera jest spora grupa chorych, która poza plastrem nie przyjmie żadnej innej grupy leków. Dla nich niemożność korzystania z takiej terapii zmienia wszystko - mówi Alicja Sadowska ze Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera. A nie ma leku tylko z powodów... czytaj więcej

Plastry dla chorych na alzheimera zdrożały 1 stycznia. 10 dni później ich producent złożył w ministerstwie Bartosza Arłukowicza wniosek o zmianę decyzji cenowej. Od tamtej pory, czyli przez prawie trzy miesiące, nie doszło do żadnych rozmów na ten temat. Jak ustalił nasz dziennikarz, ze strony resortu nie było żadnego odzewu - mimo że do ministerstwa w lutym i marcu trafiło jeszcze siedem oficjalnych pism. W sumie producent 8 razy próbował skłonić urzędników resortu do rozmów na temat plastrów.

Z informacji Mariusza Piekarskiego wynika, że firma farmaceutyczna proponowała rozwiązanie, aby chociaż dla wąskiej grupy chorych, którzy absolutnie nie przyjmują tabletek, plastry były w cenie ryczałtowej 3,20 zł. Zaproponowano również mechanizm dzielenia ryzyka, polegający na tym, że producent będzie zwracał do kasy NFZ różnicę między obecną a nową niższą ceną.


Wszystko na nic, bo ministerstwo zdrowia nie podjęło rozmów. Co więcej, resort Bartosza Arłukowicza nie potrafi nawet wyjaśnić, dlaczego tak się stało. Zasłania się tajnością negocjacji. Nie mogę wypowiadać się na temat szczegółów prowadzonych negocjacji i korespondencji, ponieważ negocjacje prowadzimy na bieżąco, podmiotów jest wiele, jest też pewien harmonogram tych spotkań - tłumaczy jedynie rzeczniczka ministerstwa Agnieszka Gołąbek. Konkretów brak.

Jak ustalił nasz reporter, ostatnie pismo wzywające do podjęcia rozmów trafiło na biurko ministra zdrowia 29 marca. Jeśli i tym razem urząd Arłukowicza je zignoruje - to także od maja ceny plastrów się nie zmienią.

Marcowa lista leków refundowanych. Pacjent płaci, NFZ oszczędza

Bezczynność Ministerstwa Zdrowia, a wręcz unikanie rozmów, gdy pojawia się szansa na niższą cenę, wydają się tym bardziej niezrozumiałe, że - jak wynika z raportu firmy IMS Health - marcowa lista leków refundowanych przyniosła wzrost cen dla pacjentów. Tylko w przypadku pięciu schorzeń klienci aptek płacą teraz mniej. Średnio do leku refundowanego pacjenci dopłacają teraz 3,1 procent więcej niż w 2011 roku. W skali roku zapłacą zaś za leki refundowane 100 milionów złotych więcej. Nowy system przynosi oszczędności głównie NFZ-etowi. W sumie ma to być ponad 700 milionów złotych.

Najbardziej dla pacjentów zdrożały leki na astmę, padaczkę, chorobę wrzodową, schizofrenię, chorobę Parkinsona i cukrzycę (bardzo wyraźnie widać skok cen pasków). Od marca poprawiła się sytuacja chorych na moczówkę prostą i fenyloketonurię, bo potrzebne im preparaty znów są dostępne za 3,20 zł. Pojawiły się też tanie, generyczne leki na jaskrę i alzheimera, z tym że wielu pacjentów, by zaoszczędzić, będzie musiało zmienić terapię. A ta - jak widać - nie musi być skuteczna.