Opóźnienie czy wręcz zaniechanie prywatyzacji to nic innego jak mniejsze wpływy do budżetu państwa. Rząd zaplanował, że w całym roku z tego tytułu kasa państwa zyska 5,5 miliarda złotych. W rzeczywistości przychody po pierwszych 10 miesiącach sięgnęły zaledwie 570 milionów.
Trzeba więc będzie poszukać brakujących pieniędzy i rząd już to robi np. poprzez zwiększenie dywidend ze spółek Skarbu Państwa. Dlatego firmy oddają państwu dużą cześć swoich zysków zamiast przeznaczyć je np. na inwestycje. Jednym słowem rząd, który nie radzi sobie z realizacją własnych planów, musi ratować się wyciągając pieniądze od polskich przedsiębiorstw.