Robert Lewandowski zapowiedział, że postara się zmobilizować piłkarzy reprezentacji Polski na czwartkowy mecz z Japonią, który zakończy udział biało-czerwonych w mistrzostwach świata w Rosji. "Na razie czuję jednak rozgoryczenie, złość, niemoc" – przyznał. Zespół trenera Adama Nawałki przegrał w niedzielę w Kazaniu z Kolumbią 0:3. Ta porażka oznacza odpadnięciu z turnieju po fazie grupowej.

/Bartłomiej Zborowski /PAP

Nie ma się co oszukiwać - byliśmy słabsi. Widać było różnicę między nami a rywalami. Walczyliśmy, ale na dziś mamy taką jakość piłkarską, a nie inną. Nie mogliśmy na to nic poradzić. Bez jakości piłkarskiej sama walka nie wystarczy. Mam poczucie, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy - zaznaczył kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski.

W niedzielnym meczu w Kazaniu Polacy toczyli równorzędną walkę z Kolumbijczykami tylko przez pierwszy kwadrans.

Przeciwko tej klasy drużynie nie graliśmy od pięciu lat. Nawet biorąc pod uwagę mistrzostwa Europy, kiedy graliśmy z Niemcami. W drugiej połowie ta drużyna było o klasę lepsza. Kolumbia to dla mnie kandydat do gry w ćwierćfinale lub półfinale. To pokazuje, w jakim jesteśmy miejscu. Wycisnęliśmy maksa. Swoje znaczenie miały też nasze problemy personalne - podkreślił napastnik Bayernu Monachium.

To była druga porażka Polaków w Rosji. We wtorek przegrali bowiem w Moskwie z Senegalem 1:2.

Na pewno możemy żałować meczu z Senegalem. Gdybyśmy zagrali tak samo, jak przeciwko Kolumbii, to wynik mógłby być zupełnie inny. Z Kolumbią po prostu nie byliśmy w stanie niczego zrobić. Właśnie o ten pierwszy mecz mundialu możemy mieć pretensje do siebie. W niedzielę byliśmy bezradni, choć w dużej mierze to indywidualności zdecydowały, że przegraliśmy - ocenił.

W czwartek w Wołgogradzie biało-czerwoni pożegnają się z mundialem meczem z Japonią.

Na razie czuję rozgoryczenie, złość, niemoc. Z drugiej strony chcę powalczyć o dobry wynik w tym ostatnim meczu. Jeżeli zagramy z takim samym zaangażowaniem jak w niedzielę i poprawimy kilka elementów, to jesteśmy w stanie zdobyć honorowe punkty - dodał Lewandowski.

Nieoficjalnie wiadomo, że po mundialu kilku zawodników zakończy reprezentacyjne kariery.

Zawsze po nieudanym turnieju przychodzi moment, kiedy każdy z nas zastanowi się nad przyszłością. Nie chciałbym jednak, aby drużyna była budowana od nowa. To zbyt ciężki proces, a my nie mamy na to czasu. Przez ostatnie cztery lata daliśmy kibicom wiele radości, ale na mundialu zawiedliśmy. W meczu z Kolumbią nie byliśmy w stanie odpowiedzieć rywalowi. Taka jest obecnie sytuacja polskiej piłki. Cały czas jest wiele do poprawy. Można mieć do nas pretensje, ale pewnego poziomu nie przeskoczymy - tłumaczył kapitan.

Przed turniejem mówił, że będzie do niego lepiej przygotowany niż do mistrzostw Europy we Francji w 2016 roku. Od stycznia grał bowiem rzadziej w Bayernie Monachium, aby w Rosji nie być przemęczonym po ligowym sezonie.

Jednak nie miałem sytuacji bramkowych. Nie wyczaruję czegoś z niczego. Mógłbym być zły na siebie, jeżeli nie wykorzystywałbym sytuacji. Jednak ich nie miałem. Nie ma na świecie zawodnika, który weźmie piłkę, okiwa pięciu rywali, bramkarza i strzeli gola. Jestem napastnikiem, który żyje z podań. Wszyscy walczyliśmy o te bramki. Okoliczności, w jakich awansowaliśmy na MŚ, pokazały, że na tym turnieju nie będziemy szli od zwycięstwa do zwycięstwa - przyznał.

I dodał: Wszyscy jesteśmy źli i smutni.

Dla nas są to ciężkie chwile. My po prostu nie potrafiliśmy się przeciwstawić. Będziemy o tym dużo myśleć. Niezależnie od tego, kto by zagrał przeciwko Kolumbii, nic by to nie zmieniło. Do tej pory wyciskaliśmy tyle, ile się dało z naszej reprezentacji. Kiedy coś przestało minimalnie funkcjonować, zaczęły się problemy. Teraz będę próbował podnieść na duchu cały zespół. Nie możemy się załamywać, choć mamy w głowie wiele złych myśli - podsumował Lewandowski.

(j.)