Bojkotowanie wyroku Sadu Najwyższego przez Izbę Dyscyplinarną sprawia, że każda sądzona przez nią osoba może złożyć skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - na naruszenie prawa do rzetelnego procesu przed niezawisłym i bezstronnym sądem. Trybunał w Strasburgu rozpatruje skargi na naruszenia podstawowych praw i wolności, zawartych w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. W art. 6 Konwencja stwierdza, że "Każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd (...)"
W oparciu o wydany 5 grudnia wyrok Sądu Najwyższego stwierdzający, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa Unii Europejskiej, a przez to nie jest sądem w rozumieniu prawa krajowego, będący realizacja wyroku TSUE z 19 listopada - wykazanie, że orzeczenia Izby Dyscyplinarnej nie będzie trudne.
Składanie skarg do Trybunału w Strasburgu jest niemal pewne - Izba Dyscyplinarna zajmuje się sprawami sędziów, adwokatów i prokuratorów, a więc osób biegłych w prawie i znających regulacje, dotyczące swoich uprawnień.
Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie już dowodził, że nie uznaje nawet najdrobniejszych uchybień w kwestii naruszenia prawa do rzetelnego procesu, można zatem oczekiwać, że przyzna skarżącym rację. W efekcie Polska każdemu z nich będzie musiała wypłacić zadośćuczynienie.
Ostatnia podobna sprawa, wytoczona przez zarzucającego władzom niewłaściwą obsadę sądu Guðmundura Andriego Ástráðssona wyrokiem ETPCz z 12 marca kosztowała rząd Islandii wypłatę skarżącemu zadośćuczynienia w wysokości 15 tysięcy euro.
Tylko 5 dzisiejszych spraw w Izbie Dyscyplinarnej dałoby więc szacunkowo prawo do zadośćuczynień na łączną sumę 75 tysięcy euro, czyli ponad 300 tysięcy złotych. Kolejnych 5 spraw Izba Dyscyplinarna SN rozpatruje jutro.