Wyrąbanie sobie dostępu do wody nie jest proste. Dwudziestostopniowe mrozy sprawiły, że niewielkie jezioro przykryła blisko 30 centymetrowa tafla lodu. Kiedy jednak wszystko jest gotowe, pozostaje wskoczyć do wody i rozkoszować się (najwyżej 3 minutową) kąpielą. - W przeręblu zimno nie jest - przekonuje Justyna Kossakowska. - Chłodno robi się dopiero po wyjściu. Trzeba było się przebrać, wiatr wiał, więc palce mi trochę skostniały.
Ci, którzy w lodowatej wodzie się nie zanurzali, patrzą z niedowierzaniem. - I to jest zdrowe? - pytam. - Od dwóch lat nie miałam nawet kataru - mówi Kossakowska.
Kąpiel w lodowatej wodzie może trwać tylko chwilę. Później morsy wychodzą na taflę jeziora, robią sobie krótką rozgrzewkę i znów schodzą do wody na kilka minut. Co dzieje się wtedy w organizmie człowieka? - Krew z obwodu komasuje się w obrębie tułowia i głowy, bo to najważniejsze rzeczy w naszym organizmie - wyjaśnia w uproszczeniu Krzysztof Kaczmarek, ratownik medyczny, który prywatnie również wyznaje zasadę, że w wodzie im zimniej, tym lepiej. - Inni wydają duże pieniądze na krioterapię i cieszą się, że mogą się zamknąć w komorze, a my tutaj w gronie znajomych dobrze się bawimy za darmo.
Robię kilka kroków w tę i z powrotem; na wszelki wypadek owijam się też dokładnie szalem. - Widzi pan? - nie uchodzi to uwadze ratownika. - Pan trzęsie się z zimna, a mi jest cieplutko.