Agnieszka Burzyńska: W całym tym chłodnym, nudnawym i sztywnym spektaklu, który z prawdziwą debatą miał niewiele wspólnego, więcej energii wykrzesał z siebie Bronisław Komorowski. To on był postacią dominującą, zaczepiał prezesa PiS, czasami się uśmiechał i stworzył lepsze ogólne wrażenie niż spięty, skoncentrowany na samokontroli Kaczyński.
Konrad Piasecki: Ale to Kaczyński mógł sprawiać wrażenie wyważonego, spokojnego męża stanu. Komorowski bywał zaczepny, przerwał rywalowi i dziennikarkom, a to mogło wywoływać odczucie, że jest niepewny i agresywny.
Agnieszka Burzyńska: Komorowski był merytoryczny, przygotował sporo liczb, wytykał Kaczyńskiemu jako byłemu premierowi składanie obietnic bez pokrycia - oczywiście w przeciwieństwie do rządu Donalda Tuska.
Konrad Piasecki: Tyle że to wszystko wyglądało często bardziej jak starannie przygotowany referat niż przemyślana, głęboka koncepcja prezydentury. Komorowski uczepił się kilku haseł, faktów, danych i regularnie je powtarzał. Po Kaczyńskim widać było, że nawet jeśli mówi niezbyt efektownie, to dokładnie wie, co mówi.