Hotel usytuowany jest na przeciw Ambasady Federacji Rosyjskiej (dawniej Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich), więc powiedziałem, odwołując się do tego faktu, że oto historia jego życia zatoczyła pełne koło.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony Kukliński.
- No bo przecież właśnie tuż po przyjęciu z okazji rocznicy rewolucji październikowej (a raczej bolszewickiego zamachu stanu) w sowieckiej ambasadzie zostałeś ewakuowany.
- Kto Ci to powiedział?
- Taka jest powszechna wiedza w tej sprawie w Polsce. Wyszedłeś z uroczystego bankietu i wsiadłeś do swojego służbowego samochodu, ale to był już podstawiony przez Amerykanów identyczny wóz, oczywiście z ich kierowcą.
- Poważnie? - roześmiał się pułkownik. A co było potem?
Nieco speszony kontynuowałem:
- Przewieźli Cię w kartonowych pudłach, umieszczonych w bagażu dyplomatycznym przez granicę polsko-czechosłowacką, a potem czechosłowacko-austriacką i tak bezpiecznie trafiłeś do Wiednia. A co, nie było tak?
Kukliński spoważniał.
- Wiesz co, niech taka wersja zostanie - powiedział.
- A nie jest prawdziwa? - drążyłem temat.
- Trochę prawdy w niej jest. Ale ewakuowali mnie Amerykanie i tylko oni są władni ujawnić całą prawdę w tej sprawie, czego dotychczas nie zrobili. Ja byłem zaś tylko przedmiotem ich operacji, więc - jako zawodowy oficer - nie będę się na temat jej szczegółów wypowiadał. A nuż trzeba będzie jeszcze kiedyś użyć tego kanału przerzutowego? Po co go nieodwołalnie palić?
Co ciekawe, niemal identycznych słów: "być może w przyszłości to się jeszcze komuś przyda" użyła wdowa po nim, również już śp. Joanna Kuklińska w trakcie uroczystości nadania w 2008 roku przez ówczesnego prezesa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Czesława Cywińskiego (zginął w katastrofie smoleńskiej) medalu Polskiego Państwa Podziemnego i AK jej oraz Lucille i Tomowi Ryanom, którzy przeprowadzili skomplikowaną operację ewakuacyjną.
Zajęło nam trzy dni, by zwieść agentów. Państwo Ryanowie przyjechali z Berlina, by nam pomóc, wcześniej się nie kontaktowaliśmy - powiedziała przyznając, że w drodze na Zachód "wygodnie nie było", a później żyli w poczuciu ciągłego zagrożenia, kilkakrotnie zmieniając miejsca zamieszkania na terenie USA.
Sprawujący 5 lat temu urząd ambasadora USA w Warszawie Victor Ashe podkreślił, że pani Kuklińska zawsze wspierała męża i że ją również uważa za bohaterkę. Podziękował też amerykańskim funkcjonariuszom tajnych służb za znakomite wykonanie trudnej operacji ewakuacji całej rodziny pułkownika.
To był duży sukces, udało im się wyprowadzić w pole komunistycznych agentów, którzy deptali im po piętach. Dziś to może brzmieć jak anegdota, ale wtedy były ponure czasy - powiedział Ashe.
Na koniec raz jeszcze powrócę do osobistych wspomnień. Nie pamiętam już, czy w Krakowie, czy w Zakopanem, pułkownik powiedział mi w 1998 roku ze smutkiem w głosie:
- Właśnie dowiedziałem się od żony, że lokalna gazeta, wychodząca w moim miasteczku, wydrukowała ogromny artykuł o mnie, dając na pierwszej stronie zdjęcie z komentarzem, że nikt w nim nie wiedział do tej pory, kogo ma za współmieszkańca.
- To świetnie, czyli że traktują Cię tam jako bohatera - ucieszyłem się.
- Nic nie rozumiesz. To znaczy, że będę się musiał znowu przeprowadzać. A już zasadziłem w ogrodzie moje ukochane drzewa.
Te częste przeprowadzki nie uchroniły jednak dwóch synów państwa Kuklińskich od tragicznej śmierci. Czy ich okoliczności zostaną kiedykolwiek wyjaśnione?
Jestem bardzo ciekawy, w jaki sposób przedstawi ewakuację państwa Kuklińskich z Warszawy Władysław Pasikowski w mającym wejść na ekrany tuż przed 10. rocznicą śmierci (11 lutego 2004 roku) "pierwszego polskiego oficera w NATO" filmie pt. "Jack Strong".
Nie tracę też nadziei, że śp. pułkownik Ryszard Kukliński zostanie wreszcie pośmiertnie uhonorowany przez Prezydenta RP Orderem Orła Białego i awansem generalskim, o co od dawna zabiega wiele środowisk patriotycznych z Porozumieniem Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie na czele.