Wystąpienie prezydenta tuż przed wyborami i zachęcanie do głosowania, gdy prawdopodobnie frekwencja będzie zatrważająco niska, byłoby jak najbardziej pożądane. Byłoby, gdyby nie pewien ciąg zdarzeń. Gdyby pierwszym sejmowym orędziem Lech Kaczyński nie skierował euro kampanii i gdyby w najbliższy piątek, na finiszu kampanii nie organizował spotkania byłych ministrów finansów.
Prawdopodobnie po to, jak się wydaje po liście gości, by ostro zrecenzowali rządową walkę z kryzysem. Ocena orędzia prezydenta będzie więc zależała od tego co powie tuż przed ciszą wyborczą, tym bardziej, że zabierze głos dzień po obchodach 4. czerwca.